Archiwum

Posts Tagged ‘płytki gresowe’

Kamienna – mój nowy adres

Logo czarne 3Najwyższy czas, abym przedstawiła tu miejsce, w którym od kilku miesięcy spędzam 1/3 doby.

W Śródmieściu Krakowa, naprzeciw najstarszego krakowskiego fortu reditowego, tak zwanej „lunety warszawskiej”, mieści się wzorcownia Łazienki Kamienna 43. Jak łatwo wywnioskować, po nazwie, adres to właśnie Kamienna 43.

Ekspozycja została ulokowana w ponad stuletnim budynku, należącym niegdyś do zabudowań fortowych. Dawny magazyn, przeszedł niedawno rewitalizację i dziś urzeka – elewacją, klimatem i sąsiedztwem.

Z jednej strony mam widok na tynkowany mur pruski dawnych stajni i garaży fortowych, a z drugiej – na ceglane, monumentalną budowlę, należącą niegdyś do Twierdzy Kraków. Choć lata świetności ma już za sobą, to nadal robi wrażenie.

20160211_133226

DSC_0959

DSC_0974

DSC_0967

Przestrzeń nie jest wielka, ale znalazło się w niej miejsce na sporą ilość próbek płytek, na armatury kilku producentów, niewielką wystawę ceramiki łazienkowej, próbki desek podłogowych, mozaiki, tapet, wykładzin, a nawet na wannę wolno stojącą. W wannie tej już siedział m.in. Łukasz Rybarski, znany m.in. z Kabaretu Pod Wyrwigroszem. Była ku temu okazja, bo w naszym wnętrzu P. Łukasz kręcił materiał dla telewizji – zupełnie nie kabaretowy, jak najbardziej serio.

12565408

DSC_0988

DSC_0924

DSC_0931

20160210_164406

20160210_164421

20160210_164605

20160210_164620

Dla kogoś, kto kilka lat pracował dla firmy, która miała wielki salon wyposażenia wnętrz to dość radykalna zmian. Na początku byłam zaskoczona spokojem, teraz doceniam ład i organizację przestrzeni. Okazało się, że mogę efektywnie działać bez bałaganu na biurku i stert papierzysk wkoło. To dopiero niespodzianka – szczególnie dla osób, które pracowały ze mną wcześniej 😉

Mamy też świetny sprzęt multimedialny do prezentacji – rzutniki o krótkiej i ultrakrótkiej ogniskowej oraz dotykową tablicę multimedialną. Nawet nie przypuszczałam, że takie coś istnieje, że można mieć taki duży smartfon 😉 na ścianie. Ponieważ jestem gadżeciarą, więc takie zabawki sprawiają mi ogromną radość.

Zajmujemy się inwestycjami, klientami indywidualnymi, współpracujemy z architektami. Już za niespełna 2 tygodnie – wielka chwila – pierwsza oficjalna prezentacja dla projektantów, w naszych progach.

Zaproszenie

Jeżeli jesteś więc architektem, chciałbyś dowiedzieć się czegoś o płytkach z Saloni i produktach firmy Viega (tę część prezentacji będzie prowadził ów cierpliwy specjalista z tej notki), a będziesz w tym czasie w Krakowie – zapraszam. Co prawda mamy już praktycznie komplet, ale na hasło „czytałam/czytałem na blogu” jakieś miejsce siedzące się znajdzie. Szczególnie, jeżeli dacie wcześniej znać.

Główna siedziba firmy, z którą współpracuję, mieści się poza Małopolską, więc na co dzień mam kontakt z jednym kolegą – to też spora różnica, w porównaniu do przeszłości. Na szczęście kolega ów jest na tyle żywiołowy, że czasami mam wrażenie, że pracuję w większej grupie 😉

Do tego stopnia złapaliśmy dobry kontakt i wspólny język, że nawet pojawiły się pewne plotki, które są całkowicie nieprawdziwe 😀

Ale tworzymy bardzo dobry zespół – profesjonalny, sympatyczny i… radosny 😉

Można się o tym przekonać – na Kamiennej 43/3 w Krakowie. Zapraszam – architektów – nie tylko w czasie szkolenia – oraz wszystkich, którzy lubią pogawędki o płytkach, miskach podwieszanych i tym podobnych. Do pogawędki mogę dołożyć dobrą kawę 😉

Reklamy

Urok współpracy z Dalekim Wschodem

Kwiecień 20, 2012 Dodaj komentarz

Należę do tych osób, które we współpracy handlowej z Chinami dostrzegają nie tylko plusy.

Może to wynikać z trzech rzeczy.

Z faktu, iż nie akceptuję takiego porządku świata, jaki istnieje w tamtym kraju, więc jestem uprzedzona.

Albo z tego, że przed wizytą na Dalekim Wschodzie uczestniczyłam w szkoleniu przeprowadzanym przez dwóch panów, którzy z Chińczykami mają intensywne kontakty od lat. Pozbawili mnie oni złudzeń, mówiąc wprost, że ponieważ jestem Europejką i jestem kobietą, chińscy kontrahenci będą próbowali mnie, jeżeli to tylko możliwe, oszwabić.

A może po prostu – moja perspektywa bierze się z doświadczenia.

Łatwiej zapewne jest współpracować z Chińczykami tym, którzy na miejscu mają swojego człowieka, najlepiej – Europejczyka. A ten, skrupulatnie, trzyma pieczę nad wszystkim. Zdanie się na uczciwość i dobrą wolę chińskich kontrahentów może przynieść nieoczekiwane efekty.

Po otwarciu kontenera może się okazać, że fabryka zapakowała płytki zupełnie inne, niż zamówione i opłacone. Pół biedy, jeżeli „inne” nie oznacza równocześnie „gorsze”.

A nawet jeżeli w pierwszym momencie wydaje się, że towar pasuje do wzorca, niespodzianka może przyjść z kolejnym, na przykład – pięćdziesiątym, opakowaniem.

U góry są dwa zdjęcia teoretycznie tej samej mozaiki ceramicznej z Chin. Zdjęcie górne pokazuje mozaikę, jaka została wybrana przy zamawianiu i jaka była „na początku palety”. Dolne zdjęcie to dolne warstwy z palety.

Teoretycznie to ten sam produkt – oznaczony tym samym kodem i tą samą tonacją.

Praktycznie, najwyraźniej w fabryce, w pewnym momencie pogubiły się gdzieś kostki w kolorze platyny, żółci, niebieskim i ecru.

Ot, taka niespodzianka, która może spotkać importera z Polski przy okazji współpracy z kontrahentem z Chin.

Bez kleju, bez fugi

Kwiecień 14, 2012 17 Komentarzy

Większość z nas, kiedy myśli „płytki ceramiczne na podłogi” ma na myśli takie coś, co jest do podłoża przymocowane przy pomocy kleju. Tymczasem istnieją rozwiązania, które nie wymagają ani kleju ani fugi. I to już od ładnych kilku lat.

Ktoś mógłby zapytać – po co takie płytki, których się nie przykleja? Przyczyny, dla których wybiera się tego rodzaju produkty mogą być różne. Trzy wiodące to bez wątpienia:

– łatwość i szybkość ułożenia;
– możliwość przemieszczania w przestrzeni (na przykład – dziś – tu, a jutro – tam)
– możliwość bezproblemowego zajrzenia pod podłogę, w razie takiej potrzeby;

Istnieje kilka rodzajów płytek które można w ten sposób ułożyć.

Niektóre są znane od lat, inne wymyślono niedawno.

Tym rozwiązaniem, które znam najdłużej, m.in. za sprawą fabryki Klinker Sire jest układanie płytek na specjalnych podstawkach, czymś w rodzaju nóżek. Pojedyncza, tak wsparta płytka wygląda w ten sposób:

Wysokość nóżek jest regulowana, dzięki czemu ułożona z płytek podłoga może mieć płaszczyznę niezależną od położenia płaszczyzny podłoża. To świetne rozwiązanie dla tych miejsc, gdzie podłoże ma spadek (po to, aby z niego spływała woda, na przykład), a płytki mimo tego powinny być ułożone poziomo. Albo dla tych pomieszczeń, w których pomiędzy trwałą podłogą a tym, po czym będą chodzili użytkownicy, trzeba coś umieścić i jeszcze mieć do tego czegoś bezproblemowy dostęp, w razie potrzeby. Między nóżkami jest dość miejsca, na przykład, na wiązki kabli. Płytki, które będą układane na takich podstawkach muszą być na tyle grube, aby mimo podparcia punktowego, tylko w narożnikach, nie popękały pod ciężarem użytkowników. Na zdjęciu akurat pokazany jest klinkier szkliwiony, z serii I Galllegianti, o grubości 2 cm.

W hiszpańskiej fabryce Alcalagres był kiedyś (niewykluczone, że jest nadal, ale kiedy chciałam to sprawdzić, okazało się, że strona tej firmy jest „under construction”, a nie będę przecież przedstawicielowi zawracać głowy w sobotni wieczór 😉 ) podobny system. Różnił się on tym, od proponowanego przez Klinker Sire (i parę innych fabryk), że nóżki w nim są metalowe, a pomiędzy nimi powstaje dodatkowy, metalowy ruszt, wzmacniający całą konstrukcję.

Inną odmianą systemu opartego na grubych płytkach i okrągłych podstawkach jest ten, w którym zamiast regulowanych, stosunkowo wysokich nóżek, używa się gumowych, okrągłych elementów. Tu już niestety nie ma szansy na ukrycie czegoś pod płytkami (zwłaszcza – zwłok teściowej 😉 ) ani na niwelowanie różnic poziomów. Jedną z firm, proponujących takie rozwiązanie jest Refin.

Okazuje się również, że jeżeli odpowiednio przygotować podłoże, to płytki można układać w ogóle bez żadnych, szczególnych podkładek. Takie rozwiązanie proponuje m.in. Korzilius. Tu idea jest już bardzo prosta. Wystarczy wziąć płytki, które będą wystarczająco grube, odporne i ciężkie, i położyć je na podłoże, przygotowane w tym celu. W przypadku Korziliusa system ten nazywa się KoraTER, a podstawowa grubość płytek wynosi 3,5 centymetra.
Tak grube płyty można już spokojnie układać na przykład na podjeździe do domu. Przygotowanie podłoża, na którym spoczną, nie różni się specjalnie od działań, jakie się podejmuje przed ułożeniem betonowej kostki brukowej. Wystarczy wybrać w odpowiednim miejscu glebę, zastąpić ją wyrównanym i ubitym piaskiem lub żwirem, i na takiej bazie ułożyć płytki, z zachowaniem szczelin, między nimi. Koniecznie trzeba tylko pamiętać o tym, że przestrzeń, na jakiej są ułożone płyty, trzeba w jakiś sposób ograniczyć (używając krawężników lub obrzeży), żeby w trakcie użytkowania nasze dzieło nam się nie rozjechało na boki. Bo mimo swojej wagi, płyty bez wątpienia będą pracować i mogą się przesuwać.

Rozwiązaniem, które nie wymaga obrzeży, bo na pewno nie będzie się rozjeżdżało, jest system płytek zintegrowanych z profilami z tworzywa sztucznego, jaki proponuje na przykład Marca Corona (pod nazwą Selfloor) albo Kronos (Modulo 60).
W obu przypadkach wykorzystane są płytki gresowe, normalnej grubości. W przypadku Selffloor są one łączone, a w przypadku Modulo 60 – fabrycznie, trwale zespolone z ażurowym rusztem z tworzywa, który wyposażony w specjalne zaczepy, pozwala na spinanie i łączenie kolejnych płytek jak w dziecięcej układance (na zdjęciu poniżej – ruszt Selfloor).

Zatem nawet bez mocowania krawężników, odstępy między kolejnymi płytkami nie będą się zmieniać.

W ten sposób można układać tarasy o niewielkim spadku, obrzeża przy basenach, podłogi w restauracyjnych ogródkach letnich, a po sezonie złożyć je i schować.

Jeszcze prościej można układać płytki Aexacta z Ceramiche Caesar. Ale to rozwiązanie jest przewidziane wyłącznie do wnętrz i to na dodatek – do wnętrz, w których nie jest zbyt wilgotno. AExacta to bowiem płytka gresowa, podklejona warstwą naturalnego korka. Dzięki temu może być szybko układana i składana w pomieszczeniach, w których trzeba tymczasowo zmienić podłogę. Płytki z korkiem można układać na równych i stabilnych podłożach, zatem świetnie nadają się do tego, by zastąpić nimi, na pewien czas lub po prostu – szybko, starą podłogę. Na przykład – można w ten sposób, w jedną noc, odnowić wygląd butiku, unikając konieczności zamykania go na dłużej, unikając brudu i uciążliwych prac remontowych. A w porównaniu z poprzednimi rozwiązaniami, AExacta „kradnie” mniej wysokości pomieszczenia – jest bowiem najcieńszym z wymienionych systemów – płytki wraz z korkiem mają tylko 12 milimetrów grubości.

Rozprawiłam się ze wszystkimi znanymi mi (póki co 😉  w tej branży można być pewnym, że z czasem pojawi się coś nowego) systemami bezklejowych płytek podłogowych. Pozostały mi, do opisania w przyszłości, płytki, które montuje się bez kleju, na powierzchniach pionowych 🙂

Tincana – projekt polsko-włoski

Marzec 31, 2012 Dodaj komentarz

Zacznę, jak to mi się często zdarza, od dygresji.

We wrześniu 2010 roku, podczas Cersaie, oglądałam ekspozycję grupy, w skład której wchodzą m.in. fabryki Majorca i Monica (szczególnie ta druga wzbudziła moją sympatię 😉 ). Zobaczyłam tam wtedy płytki Madreperla – i uznałam za jedne z najładniejszych płytek podczas tamtej edycji targów w Bolonii.

Minęło półtora roku. I miałam okazję poznać ofertę zupełnie nowej firmy – Tincana. Pierwsze, co zauważyłam, to płytki jak Madreperla, ale z nieco innymi dekoracjami. Skojarzenie nie było przypadkowe, bo Perla Classica z Tincany to właśnie Madreperla z Ceramiche Monica – przynajmniej jeżeli chodzi o płytki podstawowe.

Ale zanim opowiem o perłowych płytkach, wyjaśnię czym jest sama Tincana, bo już to jest interesujące. Tincana to przede wszystkim nazwa pięknej wioski, której historia sięga trzynastego wieku, położonej malowniczo we włoskim regionie Emilia Romania.

Ale od niedawna Tincana to również nazwa polsko-włoskiej spółki, która została powołana do życia, aby proponować w Polsce włoskie płytki, w atrakcyjnych cenach i z ciekawymi dekoracjami. Polską część owej spółki stanowi Michał Żołnowski – właściciel firmy Iryda, która od lat przygotowuje konglomeratowe dekoracje dla klientów indywidualnych i fabryk – m.in. z Polski i Włoch.

Tincana nie produkuje płytek podstawowych. Jedynie zleca ich wykonanie we włoskich fabrykach. Płytki dla Tincany powstają na tych samych liniach produkcyjnych co płytki dla Gardenii Orchidei, Versace czy Majorki. Jednak ceny w Tincanie różnią się od cen produktów wymienionych firm – zostały one dopasowane do rynku polskiego.

Dopasowane są również dekoracje, które w Irydzie powstają specjalnie dla płytek Tincany. Choć z technologicznego punktu widzenia powstają w podobny sposób, to przede wszystkim – są zdecydowanie nowocześniejsze – oferta Irydy to w przeważającej części klasyczne wzory (zdjęcia fragmentów listew sprzedawanych pod marką Tincana ilustrują ten tekst).

Obecnie oferta Tincany to 3 kompletne serie, ze ścianami, podłogami i dekoracjami oraz kilkadziesiąt dodatkowych listew dekoracyjnych.

Pierwsza, wspomniana Perla Classica, to kolekcja utrzymana w beżach, z perłowym wykończeniem powierzchni. Płytki ścienne są w formacie 24×59, podłogowe – 49×49, wszystkie – rektyfikowane. To moja zdecydowanie ulubiona seria tej firmy. I jestem zdania, że będzie się podobać nie tylko mnie, ale również przeciętnemu klientowi.

Drugą serią jest Monte Carlo. Z Perlą Classicą łączy ją rozmiar i wykończenie brzegów płytek. Monte Carlo nawiązuje do odmiany marmuru, nazywanej pulpis i występuje w dwóch zestawieniach kolorystycznych – beżowo-brązowym i szarym (faktura ciętego dekoru, w tonacji szarej – na zdjęciu obok). Dla odważniejszych klientów, poza zwykłymi listwami, w stonowanym kolorze, zaprojektowane zostały listwy intensywnie czerwone.

„And last but not least” – trzecia kolekcja – Travertino Royale. Tutaj już sama nazwa mówi nam wiele o tym, jakie to płytki. Imitują one trawertyn (i jest to zdecydowanie udana kopia), w dwóch odcieniach beżu. Format jest nieco większy – 25×60, płytki nie są rektyfikowane, ale jednocześnie jest to najtańsza z serii Tincany.

Katalog zamyka zestawienie listew niepowiązanych z żadną z powyższych serii. A wśród nich – czarne, niektóre kryształami Swarovski’ego.

Jak zapowiadają twórcy firmy, oferta będzie poszerzana, zatem w przyszłości zapewne będę mogła opisywać kolejne serie z Tincany.

Leroy Merlin wprowadza w błąd klientów

Marzec 25, 2012 12 Komentarzy

Jak śmiesznie i górnolotnie by to nie brzmiało (i jak bardzo nie kojarzyło się z filmem „The Blues Brothers” 😉 ) , jestem przekonana, że mam swoją misję – krzewienie wiedzy, na temat prawidłowego postępowania z płytkami ceramicznymi.

Dlatego tak bardzo wkurzam się, gdy widzę, że z jednej strony ja staram się, na rozmaite sposoby (szkoląc, publikując artykuły oraz tworząc tę stronę) obalać złe przekonania, a z drugiej strony – w świat idzie zupełnie inny przekaz, za sprawą ludzi, którzy kierują się brakiem wiedzy lub złą wolą.

W piątkowej „Gazecie Telewizyjnej”, na ostatniej stronie można znaleźć całostronnicową reklamę Leroy Merlin, z której można się dowiedzieć, że sprzedawane przez nich płytki gresowe mają „dokładny wymiar płytki” i dzięki temu istnieje „możliwość układania bezfugowego” (na zdjęciu u góry).

To pierwsze – to jakiś marketingowy bełkot (bo każda płytka ma „dokładny wymiar”, gdy się go z należytą dokładnością i specjalnymi urządzeniami zmierzy), w moim mniemaniu – nieszkodliwy.

Za o wiele szkodliwsze uważam twierdzenie, że jakąkolwiek płytkę (choćby sprzedawaną w takim markecie budowlanym) można ułożyć bezfugowo. Temat wyjaśniałam w notce o nieistniejącej płytce bezfugowej.

I powtarzam – oczywiście, może się zdarzyć, że płytka ułożona bez fugi komuś nie popęka. Może się zdarzyć, że komuś nie przeszkadzają bakterie rozwijające się pomiędzy płytkami. Może się zdarzyć, że ktoś nie będzie musiał wykuwać 1 płytki albo komuś nie będzie przeszkadzało, że podczas wykuwania tej jednej, będzie musiał zniszczyć 4 lub 8 sąsiadujących . Niemniej jednak, uważam za bardzo nieodpowiedzialne, utrzymywanie w ogólnopolskiej reklamie, że jakąkolwiek płytkę można tak układać. Szczególnie, gdy wszystkie europejskie fabryki wycofały się już z płytek „bezfugowych” i zalecają 1,5-2 mm fugę.

Inną sprawą, moim zdaniem, dwuznaczną, jest kompozycja graficzna całej reklamy.

Biorąc pod uwagę fakt, że słowa o możliwości układania bezfugowego są położone w bezpośrednim sąsiedztwie słów o 505 rodzajach gresów w sklepach tej sieci, a stosunkowo daleko (na ile pozwala strona w tym formacie) od informacji o tym, jednym rodzaju płytek, w odbiorze wielu osób informacja o możliwości ułożenia bez fugi bardziej skojarzy się z tymi wszystkimi gresami w ofercie, niż z tym jednym polerem. A wśród 505 gresów z marketu budowlanego zaledwie część jest rektyfikowana, zatem w wielu przypadkach nawet fuga o szerokości 2 mm będzie problematycznie wąska.

Zatem taka kompozycja reklamy, która może sugerować, że wszystkie 505 gresów nadaje się do ułożenia bez fugi , jest moim zdaniem, drugim wprowadzeniem w błąd.

Pozostaje pytaniem, co jest przyczyną takiego wprowadzania w błąd? Niewiedza? Czy zwykła zła wola?

Dlaczego drugi gatunek jest tańszy?

Marzec 14, 2012 8 Komentarzy

Wydawać by się mogło, że pytanie zawarte w tytule jest pytaniem banalnym. Tymczasem rzeczywistość pokazuje, że odpowiedź na to pytanie, dla części klientów wcale nie jest taka jasna. Zdarza się, że kupujący, który kupił płytki w gatunku niższym niż pierwszy, jest potem zaskoczony, że zakupiony materiał ma cechy, które nie przystają do produktu najlepszej jakości.

Dlaczego zatem płytki w drugim gatunki są tańsze? Bo mają jakieś wady, które dyskwalifikują je jako pierwszy.

I mogą to być bardzo różne wady. Norma PN-EN 14411 która określa pewne parametry płytek, dotyczy tylko pierwszego gatunku. Zatem wszystkie inne, niższe gatunki mogą jej nie spełniać. I czasami tylko od wewnętrznych ustaleń producenta zależy, jakie rodzaje wad mogą się przydarzyć w konkretnym podgatunku.

Bo drugi gatunek to nie jedyny, jaki występuje. W polskich fabrykach istnieją również płytki określane symbolem PJ (czyli „poza jakością”), o których zdarza mi się żartować, że mogą być na ciężarówkę wsypywane łopatą 😉

Większe zdolności twórcze w dziedzinie nazewnictwa, wykazują producenci spoza Polski. Można u nich znaleźć nie tylko II i III gatunek, ale również, na przykład, coś, co jest określane kodem MS (czyli „mezzo scelta” – półgatunek). W niektórych fabrykach oznacza to coś pomiędzy pierwszym a drugim gatunkiem. W innych – już między II i III. Istnieje również oznaczenie COM (czyli „commerciale” – handlowy), który najczęściej oznacza płytkę, która zasadniczo mogłaby być w pierwszym gatunku, ale z jakiegoś powodu – zwykle – kolorystycznego, nie pasuje do założonego przez producenta wzorca.

Skoro tak wiele jest różnych oznaczeń, łatwo sobie wyobrazić, że i możliwych wad, które sprawiają, że płytki wymykają się pierwszemu gatunkowi, jest szeroki wachlarz. Najciekawsza, w negatywnym znaczeniu tego słowa, z jaką się spotkałam, to… brak szkliwa na płytce, która powinna być nim pokryta. Na szczęście tego rodzaju wady zdarzają się niezmiernie rzadko.

Zdecydowanie częściej zdarzają się uszkodzenia krawędzi czy narożników, wady lica albo nieplanowane atrakcje graficzne, w postaci plam.

Do wad, odsyłających płytki do niższego gatunku, należą również odstępstwa od wymiarów i płaskości powierzchni. Na przykład, jeżeli płytki mają narożniki o kątach innych niż kąt prosty (tak jak na zdjęciu poniżej) przy założeniu, że mówimy o płytkach kwadratowych lub prostokątnych, to w pierwszym gatunku jest to wada, ale już w drugim – nie.

Czy zatem warto kupować płytki w gatunku niższym niż pierwszy? Warto, jeżeli cena jest atrakcyjna, a my chcemy ich użyć w miejscu, które nie jest przesadnie reprezentacyjne. I, może przede wszystkim, jeżeli na płytki będą patrzyły osoby, które nie są przewrażliwione na punkcie estetyki.

Wszelkiego rodzaju pomieszczenia gospodarcze, garaże itp, to miejsca, w których takie produkty powinny się sprawdzić.

Ale może się zdarzyć, że sprawdzą się również w innych miejscach. Jest bowiem pewien rodzaj płytek, w przypadku których zakup drugiego gatunku może być bezpieczniejszy, niż zwykle. Tym rodzajem płytek są takie, które można by nazwać „wysokoprzetworzonymi”. Czyli, po prostu, po przeprowadzeniu normalnego procesu produkcyjnego, coś jeszcze z nimi robiono – rektyfikowano je lub polerowano.

Dlaczego akurat w tym przypadku drugie gatunki są „bezpieczniejsze”? Ponieważ do rektyfikacji albo do polerowania (częściowego lub całkowitego) trafiają płytki, które wcześniej zostały ocenione jako produkt najwyższej jakości. Zatem na pewno nie ma na nich wielkich plam w kontrastowym kolorze, nie są wygięte jak tęcza itd. Ich zakwalifikowanie do drugiego gatunku musiało nastąpić już po rektyfikacji lub polerowaniu. Zatem, najczęściej, oznacza to problemy z efektem polerowania lub z krawędziami czy kątami – nie wyglądają one tak, jak należy, na przykład, płytki nie trzymają właściwego kalibru. A wówczas, jeżeli wady nie są rażące, można takie płytki ułożyć nawet w bardziej eksponowanych miejscach, niż kotłownia 😉 przy zachowaniu techniki układania, która może zniwelować problem – dla przykładu – użycie szerszej fugi, pozwoli rozwiązać problem z kalibrem.

Choć, oczywiście, zdarzają się wyjątki i nawet płytki, które są rektyfikowane i polerowane, a trafiły do drugiego gatunku, mają poważniejsze wady – na przykład, poważne uszczerbienia na krawędziach. Jednak jest to mniej prawdopodobne, niż w przypadku płytek, które nie były nawet rektyfikowane.

Decydując się na zakup płytek w gatunku niższym niż pierwszy, koniecznie trzeba zakładać większy zapas, niż standardowe 10%. Pozwoli on na bycie bardziej wybrednym, gdy przyjdzie do decydowania, które z wadliwych płytek można spokojnie odrzucić, a które zostaną zainstalowane. Im większy kupiony zapas, tym mniej znaczące będą wady, które w naszych oczach będą mogły dyskwalifikować konkretne sztuki. I tym ładniejsza będzie uzyskana okładzina ścian czy podłóg.

Płytki dla dziennikarzy prasowych

Marzec 12, 2012 8 Komentarzy

Albo po prostu – płytki dla wielbicieli mediów drukowanych.

Zapewne nie są to wszystkie płytki, które mają motyw gazetowy, ale to trzy, które przychodzą mi jako pierwsze do głowy i trzy, które w ciągu minionych tygodni widziałam na żywo.

Podążając od najmniejszego formatu do największego…

Ceramica Bardelli ma dekoracje, które nazywają się Ultime Notizie. Czyli, po naszemu – najświeższe wiadomości. I chyba rzeczywiście są to wiadomości świeże jak kwiaty, bo tu i ówdzie siadły na nich motyle (na zdjęciu obok). Dekoracje mają rozmiar 20×20, jest ich 16 wzorów. W tym zestawieniu to jedyne dekoracje, które mają więcej kolorów, niż tylko biel i czerń – właśnie dzięki motylom. Projekt płytki wyszedł z pracowni Piero Fornasetti.

Ultime Notizie to kolekcja nienowa. Inaczej niż dekor News, do kolekcji Oxo, z Mainzu. Ta płytka, w formacie 15×30, była prezentowana po raz pierwszy w Walencji (na zdjęciu poniżej – fragment targowej ekspozycji).

Tu już nie ma innych kolorów, poza białym i czarnym.

I na koniec, choć wcale nie takie ostatnie – płytki z Perondy, o wszystko mówiącym tytule Newspaper. Choć motyw ten sam – gazetowy, to różnia się, od wymienionych wcześniej dwóch pozycji kilkoma cechami.

To jedyne w tym zestawieniu płytki błyszczące, polerowane. Pozostałe są matowe.

To jedyne z tych trzech – rektyfikowane.

To jedyne w tym zestawieniu „gazety”, które zostały stworzone z myślą o użyciu ich na podłogach – już sam format 44×44 świadczy o tym.

Newspaper wyróżnia się jeszcze jedną rzeczą. Założeniem fabryki było stworzenie płytek, które uwiecznią autentyczne gazety z różnych krajów. I można wśród nich znaleźć również polski akcent – fragment „Gazety Wyborczej”, którą do Perondy dostarczył jej polski agent.