Archiwum

Posts Tagged ‘fuga’

Namacalny przykład

Czerwiec 14, 2012 1 komentarz

Nie ukrywam, że jestem zdecydowaną przeciwniczką układania płytek bez fugi. Mam swoje argumenty, mam poparcie wszystkich europejskich producentów 😉  oraz sporej części ludzi z branży. To jeden z moich „płytkowych koników”.

Wczoraj, odwiedzając w zupełnie innym celu pewną inwestycję – niewielki budynek handlowo-biurowy, w fazie kończenia realizacji, miałam okazję zobaczyć ciekawe zjawisko, którego przyczyną był brak szczelin dylatacyjnych między płytkami.

Ściany pomieszczenia zostały wyłożone szkliwionymi płytkami ceramicznymi. Rektyfikowanymi. Architekt zaplanował ułożenie ich na styk. Fachowiec, który instalował okładzinę, był temu przeciwny, ale inwestor uznał, że walory estetyczne są ważniejsze i polecił spełnić zalecenia architekta.

Płytki zostały ułożone kilka tygodni temu. W jednym miejscu,  gdzie ściana układa się w wystający, pionowy uskok, fachowiec starannie zeszlifował je, tak aby tworzyły narożnik zewnętrzny, składający się w kąt prosty. Efekt był bardzo pozytywny.

Aż do pewnej nocy, podczas której, w wyniku naprężeń, jakie pojawiały się w nowym budynku, z powierzchni płytki, na krawędzi narożnika, odprysnął niewielki fragment ceramiki i szkliwa. Tak płytka odreagowała to, że zabrakło fugi.

Fuga epoksydowa czy cementowa?

Grudzień 21, 2011 9 komentarzy

Od pewnego czasu obserwuję tendencję w branży, która polega na tym, aby stosować fugi epoksydowe, oparte na żywicach, w miejscach, w których jeszcze niedawno nie gościły – w przestrzeni prywatnej. Jeszcze kilka lat temu te miejsca były zarezerwowane wyłącznie dla wypełnień na bazie cementu, obecnie oba rodzaje fug rywalizują ze sobą, a czasami – współistnieją w takich pomieszczeniach.

Zapewne przemawiają za tym niektóre względy użytkowe fug epoksydowych, np.wodoodporność czy łatwość utrzymania w czystości.

Jednak brak wiedzy niektórych kafelkarzy sprawia, że właściciele pomieszczeń prywatnych w sposób dość przykry dowiadują się o innych cechach takiej fugi. O tym, że nie każdy fachowiec potrafi ją ułożyć poprawnie oraz o tym, że fuga taka, pozostawiona na płytkach zbyt długo, może być czasami usuwalna tylko mechanicznie.

Problem, z jakim jeszcze kilka lat temu spotykałam się tylko na obiektach w rodzaju basenów, ostatnio jest coraz częściej zgłaszany przez klientów indywidualnych. Problemem tym są plamy na płytkach, które były fugowane spoinami epoksydowymi. I zdarza się, że jedyna rada, jaką mogę mieć dla takich klientów, to: „wymienić płytki lub pokochać plamy”. Bo może się zdarzyć, że mimo użycia specjalnych środków w rodzaju Pulicolu 2000 (Mapei) czy ESE548 (Sopro), na płytkach pozostaną resztki fugi, których nie da się do końca usunąć.

Albowiem bardzo istotne są technika kładzenia fugi epoksydowej (od kierunku jej nanoszenia w szczelinę dylatacyjną poczynając, a na używanych przyborach kończąc) oraz czas, w którym należy ją ułożyć, a następnie wyczyścić. Są one inne niż w przypadku standardowych fug cementowych. I zanim zlecimy fachowcowi wykonanie takiej spoiny, upewnijmy się, że wie on, jak to się robi.

A wcześniej zapytajmy siebie, czy taka spoina jest nam na pewno potrzebna. Choćby dlatego, że jej koszt jest kilkakrotnie wyższy, niż fugi cementowej, nawet tej o podwyższonych parametrach użytkowania.

Fugi epoksydowe mają bardzo wysoką odporność na działanie środków chemicznych. Zostały one pierwotnie stworzone z myślą o miejscach, w których taka odporność jest konieczna.  W kuchni albo w łazience z takimi substancjami nie będą miały do czynienia – chemia używana zwykle w naszych domach jest na tyle „łagodna”, że wytrzymają z nią fugi cementowe oznaczone parametrem CG2 – o wysokich parametrach technicznych (takie jak np. fuga Supercolour duńskiej firmy Mira).

Fugi drugiej klasy (bo tak również nazywa się te materiały) można spokojnie kłaść w pomieszczeniach mokrych, pod warunkiem właściwego przygotowania warstwy hydroizolacji pod płytkami. Niektóre z nich (jak wspomniana już fuga z Miry) mają w swoim składzie piasek łupkowy i proszek tytanowy, dzięki którym są odporne na działanie wody i bakterii. Nie ma zatem żadnych przeciwwskazań dla użycia ich w prywatnych kuchniach czy łazienkach.

Fugi cementowe z klasy CG2 wytrzymują również wyższe temperatury, niż swoje siostry oparte na żywicach.

Fugi epoksydowe wypadają za to od nich lepiej jeżeli chodzi o odporność na zużywanie i zabrudzenia. Warto jednak pamiętać, że poza tym, że są trudniejsze w stosowaniu, mają kilka cech, które sprawiają, że użycie ich w pewnych miejscach wcale nie jest dobrym pomysłem.

Na przykład – są dużo mniej elastyczne od fug cementowych. Właściwie nadają się do tych miejsc, w których potrzebne jest sztywne połączenie pomiędzy płytkami. Wszędzie tam, gdzie płytki „pracują”, gdzie dylatacja powinna być elastyczna (np. na niestabilnych podłożach, na elektrycznym ogrzewaniu podłogowym) nie będą spełniały pokładanych w nich nadziei. Nie nadają się również do wypełniania narożników wewnętrznych. Jeżeli mimo tego taka fuga zostanie użyta w miejscu, w którym powinno być zastosowane wypełnienie elastyczne, z czasem może popękać i wykruszyć się.

Są one również całkowicie nieprzepuszczalne – zarówno jeżeli chodzi o przenikanie wody w stanie ciekłym, jak i gazowym. Pomieszczenie, które w całości byłoby wyłożone płytkami, między którymi odstępy zostałyby wypełnione fugą epoksydową stałoby się szczelną puszką. Ta cecha sprawia, że czasami, w złudnym poczuciu stworzenia szczelnej izolacji pomiędzy mokrym pomieszczeniem (np. kabiną prysznicową) a ścianą, która nie powinna nasiąkać wodą, zapomina się o stworzeniu hydroizolacji pomiędzy okładziną ceramiczną, a podłożem. Tymczasem wystarczy aby nieelastyczna fuga epoksydowa pękła w którymś miejscu, a szczelności już nie ma – pod płytkami mogą rozwijać się drobnoustroje, które mają tam świetne, wilgotne środowisko.

Ryzykowne jest również stosowanie fug epoksydowych na tarasach i balkonach. Ze względu na nieprzepuszczalność pary, w przypadku niewłaściwego wykonania odwodnienia, będą one zwiększały ryzyko uszkodzenia okładziny i tego co pod okładziną podczas sezonu zimowego. A ze względu na niską elastyczność, mogą nie poradzić sobie z temperaturową rozszerzalnością materiałów w czasie, gdy powierzchnia tarasu będzie szybko nagrzewała się, pod wpływem promieni słonecznych.

Jest jeszcze jeden argument, który, moim zdaniem, przemawia przeciw stosowaniu fugi epoksydowej, w prywatnej łazience lub kuchni – trudność w jej wymianie, gdy efekt fugowania nie spełnia naszych oczekiwań. Na przykład wtedy, gdy uznamy, że kolor nam się nie podoba albo gdy np. w trakcie wiązania fugi, z powodu błędu fachowca, jej powierzchnia zostanie zanieczyszczona czymś, co wniknie w jej powierzchnię (np. drobinki szlifowanej gładzi itp). O ile w przypadku wypełnień cementowych naprawienie złego wrażenia jest stosunkowo proste (wystarczy specjalny skrobak i nieco czasu), o tyle w przypadku fugi epoksydowej rozwiązanie problemu może nie być możliwe, bez uszkodzenia okładziny ceramicznej.

Dlatego zanim zdecydujemy się na zakup fugi epoksydowej, zastanówmy się co jest dla nas ważniejsze – odporność na środki chemiczne, wolniejsze zużywanie i łatwiejsze czyszczenie czy te punkty, w których fuga taka przegrywa z fugą cementową o podwyższonych właściwościach technicznych. A jeżeli zdecydujemy się na tę pierwszą, upewnijmy się dokładnie, że wybrany przez nas fachowiec ma doświadczenie w stosowaniu takiego wypełnienia.

Na zdjęciu u góry – płytki Cote d’Azur, Carmen Ceramic Art, z niesprecyzowaną fugą pomiędzy nimi. Do kolekcji tej jeszcze powrócę 😉

Nieistniejąca płytka bezfugowa

Przyznaję, zaczyna mi tętno skakać, kiedy stojący przede mną fachowiec od przyklejania płytek, zaczyna coś mówić o bezfugowym układaniu płytek. To szkodliwy pogląd, że płytki rektyfikowane można montować bez zastosowania jakiejkolwiek dylatacji, wypełnionej zaprawą fugową.

Tę teorię po części zawdzięczamy producentom płytek. Kiedy wprowadzili oni płytki z obciętymi brzegami, pierwotnie, przez krótki czas, niektóre z fabryk, rekomendowały instalowanie takich płytek bez stosowania fugi, jedną tuż obok drugiej.

Fabryki bardzo szybko wycofały się z tego pomysłu, ale pogląd, że jest to możliwe, pokutuje do dziś.

Zwolennicy tej teorii zapominają, że płytki ceramiczne są tylko zewnętrzną powłoką – pod nią znajdują się inne materiały, które podlegają działaniu rozmaitych sił i napięć. Nawet w przypadku starych budynków.  Siły, przenoszone przez poszczególne warstwy, działają również na płytki. Te, pozbawione między sobą przerw dylatacyjnych, mogą w którymś momencie zacząć na siebie napierać i może się to skończyć popękaniem okładziny.

Fuga, którą wypełnia się regularne szczeliny między płytkami ma dwojakiego rodzaju zadanie.

Po pierwsze – ma  niewelować różnice w rozmiarze poszczególnych płytek. Czyli ma za zadanie ukrywać to, co dopuszcza norma. Obowiązuje zasada, że im większy rozmiar płytki, tym większa szerokość fugi. Jest to logiczne, biorąc pod uwagę, iż dopuszczalna tolerancja rozmiarowa, wynikająca z normy, jest również uzależniona od rozmiaru płytki. Zatem w przypadku płytek rektyfikowanych, które z założenia powinny być niemal identycznego rozmiaru, ta cecha fugi nie ma znaczenia.

Ale istnieje jeszcze „po drugie”…

Po drugie – szczelina na fugę jest wąską dylatacją, oddzielającą poszczególne płytki, wypełnioną materiałem, który z założenia ma większą elastyczność niż okładziny ceramiczne. To ona niweluje działanie napięć w ścianach i podłogach i pozwala uniknąć pękania płytek. I dlatego właśnie nie powinno się fug eliminować całkowicie, nawet dla płytek, które zostały perfekcyjnie rektyfikowane i mają identyczny wymiar.

Oczywiście, to że płytki bez fugi mogą popękać i że nie powinno się ich tak instalować, nie oznacza, że na pewno to się zdarzy i że takie ułożenie jest niemożliwe. Ktoś może powiedzieć, że on ma, ułożył i nic nie popękało. Rzeczywiście. Tak ułożone płytki mogą nie ulec uszkodzeniu. Albo nie ulec przez jakiś czas. Właściciel powierzchni, na której w taki sposób jest klejona okładzina, powinien jednak być świadom, że takie ryzyko istnieje. I, co gorsza, może się to zdarzyć nawet po pewnym czasie, nawet po okresie reklamacyjnym dla prac wykonawczych. A wówczas może się okazać, że właściciel takiej świeżo powstałej mozaiki na ścianie czy podłodze, może pozostać sam z problemem, bo nie będzie miał prawa domagać się zadośćuczynienia od fachowca.

Dlatego właśnie producenci szybko przestali rekomendować bezfugowe układanie płytek rektyfikowanych. Obecnie uważa się, że pomiędzy płytkami tego rodzaju należy zostawić co najmniej jeden milimetr odstępu. Choć niektórzy producenci zalecają nawet dwumilimetrową fugę.

Za takim montażem przemawia jeszcze jeden argument. Jeżeli płytki są przyklejone ściśle obok siebie, bez miejsca na wypełnienie zaprawą fugującą, praktycznie nie jest możliwe odspojenie jednej z nich i usunięcie jej, bez uszkadzania sąsiednich. Tymczasem zdarza się, że istnieje potrzeba usunięcia tylko jednego kawałka okładziny – bo został lekko uszkodzony lub bo pod nim znajduje się coś, co wymaga naprawy lub wymiany. Ułożenie płytek z zastosowaniem fugi pozwala w takiej sytuacji, na usunięcie tylko jednej z nich, bez niszczenia znajdujących się tuż obok.

Dlatego warto uwierzyć, że płytki bezfugowe nie istnieją.

Na zdjęciu: płytka rektyfikowana serii Jet-Set, włoskiego producenta Saime Sanprospero.