Arszenik i stare koronki 

Wrzesień 28, 2016 1 komentarz

Zamieńcie „arszenik” na „metal”, „stare koronki” na „płótno”, a reszta będzie się zgadzać 😉

Niesamowite – za mną drugi dzień targów, a ja jeszcze nie nienawidzę płytek! Możliwe,  że to zasługa ubiegłego roku, kiedy mnie w Bolonii nie było. Zgłodniałam  😉

Dwudniowy przelot przez pawilony pozwolił mi wstępnie zorientować się,  że poza tym, co zwykle (czyli – kamień i drewno), zmasowany atak przepuścił metal – głównie miedź oraz tkaniny – głównie płótno lniane.
Metal tak naprawdę nigdy nie zszedł ze sceny. Płytki nawiązujące do niego pojawiały się,  zwykle pojedynczo,  w różnych fabrykach. Teraz intensywność tego pojawiania się jest większa i dzięki temu metalizowane płytki podstawowe lub dekoracje można znaleźć niemal u każdego producenta.

Na zdjęciu powyżej – dekoracja do kolekcji Acidic z Fondovalle.

Metal, szczególnie miedź, jest obecny również w elementach ekspozycji, w aranżacjach targowych. Poniżej – fragment ekspozycji z Keraben Group.

Oraz De Castelli.

Kolejny powrót tego co już było,  to tkaniny odbite w plytkach. Można je było odnaleźć w bardzo wielu fabrykach, m.in. w Argencie.

Geotiles poszło dalej – tkanina została zahaftowana:

Jutro – ciąg dalszy spaceru. 

Kategorie:różne

Niespodzianki Cersaie 2016

Wrzesień 28, 2016 1 komentarz

Jestem po pierwszym dniu na targach Cersaie 2016. 

To zbyt wcześnie,  by pisać o tendencjach czy sytuacji na rynku. Napiszę za to o tym, co było największymi niespodziankami.

Po pierwsze – zamieszanie,  jakie na rynku wywołała hiszpańska marka Baldocer. Kojarzona do tej pory głównie z tanimi kolekcjami,  pokazała w Bolonii zupełnie nowe oblicze. Duże formaty – największe sięgają rozmiaru 120×240 – nowoczesne wzornictwo, w cenach dużo niższych od poziomu do tej pory spotykanego na rynku.

Najbliższe miesiące pokażą,  jaki będzie miało to wpływ na innych producentów. Jedno jest pewne – nazwa Baldocer jest często powtarzana w targowych halach. Między innymi za sprawą kolekcji Town,  której jeden z kolorów można zobaczyć na poniższym zdjęciu.

Muszę przyznać,  że ja byłam zaskoczona tym, co zobaczyłam.

Drugą niespodzianką była płytka Cosmos z Venis.  Tu nawet nie probuje pokazać zdjęcia,  bo zdjęcie niczego nie odda. 

Istnieje pewien rodzaj srebrzystego granitu,  o pięknej,  mieniącej się powierzchni,  którego producenci płytek od lat próbują skopiować – nadaremnie. To właśnie między innymi z powodu tego kamienia pisałam tu trzy i pół roku temu, że nie da się podrobić matki natury. 

Kiedy dziś  (a właściwie – wczoraj,  bo północ juz dawno minęła) weszłam na ekspozycję Venisa, zobaczyłam ścianę obłożoną tym właśnie kamieniem.  Byłam przekonana, że to autentyczny naturalny kamień. Moje przekonanie brało się m.in.stąd,  że inna firma z grupy Porcelanosa – L’Antic Colonial wytwarza cienkie okładziny z łupka.  Byłam przekonana,  że to właśnie efekt braterskiej wymiany – kamień naturalny zabłąkał się do ekspozycji płytkowej. 
Wkrótce okazało się,  że to co wyglądało jak srebrzysty granit,  było efektem trzyletniej pracy fabrycznego laboratorium.  Tyle czasu zabrało im stworzenie płytki,  która wiernie odtwarza efekt tego dekoracyjnego kamienia naturalnego.  Aby go osiągnąć, na biskwit nakłada się kilka warstw wykończenia. Efekt jest olśniewający.  Tak inny od wszystkiego,  co można zobaczyć w świecie ceramiki,  że płytka została nazwana Cosmos. Kiedy tylko będę dysponować zdjęciami oddającymi ten efekt – na pewno je Wam pokażę. Bo ta fotka, zrobiona smartfonem,  nie pokazuje pełni wyjątkowości tego materiału:


A teraz, zmęczona ale szczęśliwa, idę łapać odrobinę snu przed kolejnym dniem na Cersaie 🙂 

Kategorie:różne

Warsztaty EcoMalty

Wrzesień 14, 2016 1 komentarz

Jestem świeżo po szkoleniu i warsztatach z EcoMalty – materiał, który do niedawna widziałam tylko w wersji „skończonej”, miałam okazję pomacać, na etapie pracy z nim. Ponieważ postanowiłam rejestrować pracę przy pomocy aparatu nie uczestniczyłam w zabawie. Pozwoliłam sobie tylko na jedno maźnięcie pacą.

Była to również okazja, żebym zobaczyła więcej faktur, kolorów, efektów, jakie można osiągnąć na powierzchni pokrytej EcoMaltą. Zrozumiałam lepiej ten materiał. Jego elastyczność doceniłam, na przykład, wielokrotnie wyginając próbkę.

wp-1473878833406.jpg



A kiedy zobaczyłam to zdjęcie, zrobione podczas targów w Mediolanie, zrozumiałam, kim chciałabym być, gdy dorosnę – chciałabym robić takie meble. Nie – sprzedawać, tylko właśnie – robić, własnymi rękami, brudząc się przy tym. Może kiedy przejdę na emeryturę… 😉

Ale na razie, pobawić się i pobrudzić, mieli okazję inni.

Najpierw omówiono strategię i technikę.

Założeniem było stworzenie fragmentu powłoki, nadającej się na podłogę. Do wykonania pierwszej warstwy używano masy pod nazwą Fondoflex.

Kluczem do sukcesu było bardzo dokładne pokrycie nią całej powierzchni próbki.

Chwilę później w masie tej została zatopiona siatka wzmacniająca z włókna szklanego.

W tym momencie nie pozostało nam nic innego, jak udać, że mamy wehikuł czasu. Zabrzmiało: „Kilka godzin później” i płytki zostały zamienione na takie, na których warstwa podkładowa została przygotowana już wcześniej i była całkowicie wyschnięta. Zostało ją tylko wyszlifować – ten etap jest obowiązkowy, podczas wykonywania powłoki.

Po wyrównaniu powierzchni i oczyszczeniu jej z pyłu uczestnicy warsztatów mogli przejść do drugiego etapu, czyli nanoszenia warstwy głównej. Stanowiła ją EcoMalta Fine.

Przy tej warstwie nadszedł czas na wykazanie się zdolnościami artystycznymi, by uzyskać ciekawe faktury powierzchni.

Prezentacja i warsztaty zaostrzyły tylko mój apetyt na zabawę z EcoMaltą. Chętnie bym zaprzyjaźniła się z nią na dłużej. Może przydałaby mi się jakaś prosta struktura na balkon – coś w stylu sześcianu do siedzenia? 😉 Muszę o tym pomyśleć….

Kategorie:nowości Tagi:

EcoMalta – wszechstronna powłoka

Wrzesień 7, 2016 Dodaj komentarz

oltremateria_8_808Zaczęło się od niewielkich płytek, które mój firmowy kolega przywiózł ze Śląska, z targów dizajnu. Płytki były pokryte jakąś powłoką, która nadawała im kolor i strukturę.

Tak pierwszy raz spotkałam się z EcoMaltą – materiałem stworzonym przez włoską firmę Oltremateria, który jest ekologiczną alternatywą m.in. dla żywic epoksydowych. Również dla płytek ceramicznych, ale nie wiem jakim cudem mnie – fanatykowi płytek – taka kwestia w ogóle potrafi przejść przez palce 😉

Oltremateria pracowała nad tym rozwiązaniem 20 lat. Od około 8 lat, gotowy produkt funkcjonuje w Europie. Na polski rynek wprowadziło go, w ubiegłym roku, Studio Prostych Form*.

Twórcom zależało na tym, aby rozwiązanie to było ekologiczne, możliwe do wykorzystania w budownictwie zrównoważonym. Dlatego nie znajdziemy w składzie cementu, gipsu, żywic epoksydowych. Głównym składnikiem jest kwarc. Jest on łączony z innymi składnikami mineralnymi i polimerami prostymi, które nie mają negatywnego wpływu na człowieka i środowisko. Nośnikiem jest woda.

EcoMalta to cała grupa produktów, które użyte razem, pozwalają osiągnąć powłokę, która ma nie tylko walory estetyczne, ale również ciekawe parametry fizyczne. W zależności od tego, na jakim podłożu ma być użyta i jakie właściwości ma mieć powłoka stosuje się określoną kombinację produktów. Część z nich służy do przygotowania powierzchni, inne – stanowią warstwę zewnętrzną lub determinującą wygląd.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

2

oltremateria8_432

prodotti-152261-reld0570c5ade0843bba75d8d98c0041544

W najbardziej odpornej wersji, EcoMalta jest materiałem odpornym na ścieranie, mrozoodpornym, wodoszczelnym, elastycznym. Pozwala na tworzenie dużych połaci, bez konieczności wprowadzania dylatacji. Można nim pokrywać ściany, podłogi, meble. Można dzięki niemu tworzyć również np. umywalki zintegrowane z blatem – wystarczy stworzyć odpowiednią konstrukcję.

oltremateria_7_609

A ponieważ uzyskana powłoka może mieć zaledwie 2-3 milimetry, można ją używać w tych miejscach, w których niemożliwe jest użycie innych rozwiązań.

Istnieje 40 podstawowych kolorów, o różnych fakturach. Jeżeli jednak dla kogoś 40 kolorów to mało, może zamówić we Włoszech dowolną barwę z palety RAL. Można również pokusić się o samodzielne mieszanie kolorów.

W rękach artysty, EcoMalta może stać się tworzywem dla dzieł malarskich czy rzeźbiarskich. Oltremateria chętnie dociera do twórców, a twórcy – chętnie testują ten produkt.

oltremateria11_495

oltremateria11_498

Nie miałam jeszcze okazji sprawdzić tego materiału, ale podobno jest on tak prosty w użyciu, że nakładanie go nie wymaga żadnych szczególnych umiejętności, choć zapewne ktoś, kto ma większe doświadczenie poradzi sobie sprawniej i szybciej. EcoMaltę nanosi się na powierzchnię przy pomocy pacy i szpachelki. Ważne jest jednak, by przestrzegać 2 zasad.

1

Po pierwsze – tych, które dotyczą zachowania proporcji. Należy ściśle stosować się do zaleceń producenta, podczas mieszania składników z wodą.

Po drugie – nie można się spieszyć, nie można skracać wymaganych okresów schnięcia, przed nałożeniem kolejnej warstwy.

Już niedługo będę mogła jeszcze bliżej przyjrzeć się EcoMalcie – za kilka dni, w Krakowie, na Kamiennej, wraz ze Studiem Prostych Form będziemy promować ten produkt wśród architektów. Jeżeli ktoś z Was jest zainteresowany – zapraszam. Prezentacja zaplanowana jest na wtorek, 13. września. Początek o godzinie 16.00. Poza EcoMaltą, w programie szkolenia są płytki z Ceramiki Fanal oraz armatura Kludi. Ze względu na ograniczoną ilość miejsc konieczne jest wcześniejsze zgłoszenie się pod adresem monika.gibes(at)cermar2.pl

* Studio Prostych Form, które jest dystrybutorem EcoMalty na Polskę, to  firma tworząca meble pod zamówienie, do zabudowy, z niemal 20-letnim doświadczeniem. Odkryła ona ten materiał, szukając alternatywy dla betonu. Wykorzystuje produkty Oltrematerii w swoich realizacjach.

EcoMaltą są pokryte, na przykład, biurka, w warszawskiej siedzibie firmy. Jak widać na załączonych zdjęciach, biurka te są na co dzień wykorzystywane przez sympatyczny i fachowy personel SPF – który przy tej okazji serdecznie pozdrawiam – i świetnie się sprawdzają.

img_5490

img_5489

img_5487

Kategorie:nowości Tagi: ,

Mozaiki z Raw Decor

Sierpień 5, 2016 Dodaj komentarz

diamond-bialy-szkliwiony (1)Zaczęło się od pytania od jednej architekt. Czy znam mozaikę z Raw Decor? Nie znałam, zatem musiałam natychmiast poznać.

A jak tylko poznałam, uznałam, że warta jest tego, by ją pokazywać, promować, sprzedawać.

Nadal moje ukochane mozaiki to Ardea, bo kto inny może zaoferować taką różnorodność kształtów, kolorów i rodzajów szkliwa?

Ale mam świadomość, że nie każdy, kto szuka mozaiki, może być zainteresowany akurat tą marką. Nie każdy lubi decydować i wybierać   spośród tysięcy możliwych odmian. Nie każdemu może pasować rzemieślniczy charakter tego produktu – myślę, że Sheldon Cooper wolałby, aby każda kostka miała dokładnie ten sam rozmiar i kształt 😉 I na pewno nie każdy chce lub może wydać na mozaikę tyle samo. Dla tych, którzy szukają mozaiki nieco prostszej, ale za to w niższej cenie – jest Raw Decor.

Napisałam „nieco prostszej”, ale może powinnam dodać, że „tylko nieco”. Bo, z miejsca ostrzegam – kwadratowych kostek tu nie ma. Są małe prostokąty o wymiarze 2,3×4,8 cm, które są na siatce ułożone w cegiełkę albo w jodełkę. Jodełka jest jedną z moich ulubionych. Aż żałuję, że występuje tylko w białym błyszczącym kolorze.

jodelka-biala-szkliwiona

W ogóle kolorystyka produktów nie jest przesadnie rozbuchana – docenią ją ci, którzy lubią minimalizm, styl skandynawski. Biel i czerń, szarości, beże. Z mojej ulubionej gamy są matowy błękitny i miętowy.

hexagon-duzy-mietowy-matowy

hexagon-duzy-blekitny-matowy

Dla tych, co nie lubią monokolorów, w jednym z kształtów – arabesce – są trzy wersje nawiązujące wyglądem do starej ceramiki, o malowniczych nazwach – Adriatyk, głębia oceanu i szary palony.

arabeska-srednia-adriatyk-szkliwiona

20160715_130012_20160716215054915.jpg

Poza prostokątami ułożonymi na 2 sposoby i arabeskami, wśród mozaik można znaleźć takie, których kostki mają kształt sześciokątów i rombu.

Sześciokąty są foremne – większe i mniejsze – i nieforemne. Te pierwsze są typowe i dość modne, dziś. Są płaskie i można ich używać na ściany i na podłogi nie narażone na intensywny ruch. Drugie, nieforemne, mają wypukłą fakturę imitującą strukturę kryształu i chodzić po nich nie należy.

diamond-bialy-szkliwiony

 

Romby są tylko w jednym rodzaju, ale za to na trzy sposoby mogą być ułożone, co sprawia, że możemy wybierać spomiędzy trzech, zupełnie różnych mozaik rombowych.

diamond-art-deco

diamond-herringbone

20160715_130305_20160716214954821.jpg

Wspomniane już przeze mnie arabeski mają cztery rozmiary. Trzy pierwsze – te mniejsze, są sprzedawane w postaci plastrów, na siatce, są zupełnie płaskie i nadają się również na podłogi. Czwarty rodzaj, największy, jest nazwany Arabeską Carską i można go użyć już tylko na ścianie. To trójwymiarowe płytki, o rozmiarze 13×15,6 cm, sprzedawane na sztuki, bo przy tej wielkości, łączenie w plastry nie jest już konieczne.

20160715_130505.jpg

arabeska-carska-szara-szkliwiona

A teraz zagadka, którą sama za chwilę rozwiążę – która mozaika z Raw Decor spodobała mi się najbardziej?

Nie, wcale nie miętowa czy błękitna. Nawet nie – Adriatyk. Gdybym miała wybierać, dla siebie, zdecydowałabym się na małe hexagony, o rozmiarze kostki zbliżonym do 2×2 cm, w kolorze ecru. Ta mozaika nie jest ani błyszcząca ani matowa – ma satynową powierzchnię, na której pięknie gra światło.

20160715_143746.jpg

Jeżeli spodobały Wam się te mozaiki, jesteście z Krakowa i chcielibyście je zobaczyć na żywo, zapraszam na Kamienną 43.

hexagon-duzy-czarny-szkliwiony

hexagon-duzy-blekitny-matowy (1)

Większość zdjęć pochodzi ze strony producenta.

Tym razem absolutnie nie o wyposażeniu wnętrz

Czerwiec 28, 2016 Dodaj komentarz

okladkaPrzyznaję,  że biłam się długo z myślami,  czy wspominać tutaj o tym „epizodzie niepłytkowym”. Wiem, że mogę właśnie ściągać gromy na swoją głowę, ale zrobiłam bilans zysków i strat.  I uznałam, że ja mam stosunkowo mało do stracenia,  a Mikołajek ma trochę do zyskania.

Prawie 4 lata temu pisałam o pewnym ważnym dla mnie przedsięwzięciu – o Macierzyństwie bez Lukru.

Miesiąc temu ukazała się kolejna,  4. już edycja tego projektu. Tym razem nosi tytuł „Macierzyństwo bez Photoshopa”. Tym razem jest to wydanie książkowe, które można kupić w księgarniach. Jest to wydanie o tyle inne, od poprzednich,  że poza naszymi tekstami, są w nim również nasze zdjęcia – dość odważne  i  nie skażone fotoszopem.

Więcej szczegółów na blogu akcji.

A teraz będzie mały szantaż emocjonalny 😉

Niektórzy z Was wiedzą,  że chętnie pomagam innym (w miarę możliwości) i robie to bezinteresownie.

Dlatego, teraz,  po raz kolejny, proszę Was o pomoc dla Mikołajka. Możecie pomóc mu kupując książkę (całe honoraria,  wszystkich twórców, zostaną przekazane jego rodzicom), na przykład tutaj. Możecie dokonać wpłaty – szczegóły tutaj.

A jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o Mikołajku – zerkajcie na blog prowadzony przez rodziców chłopca.

 

20160628_191023

20160628_174842

Kategorie:różne

Genialne zabawki dla dużych architektów

Czerwiec 4, 2016 Dodaj komentarz

ladiva margherita-01-625Przyznaję – jestem już trochę zblazowana. Po tylu latach w branży i po obejrzeniu tysięcy płytek, naprawdę nie jest łatwo wprawić mnie w stan ekscytacji, byle kawałkiem ceramiki. A mimo tego co jakiś czas zdarza się, że wpada mi w ręce produkt, który wyróżnia się na tle innych. Moja reakcja jest zależna od stopnia mojej ekscytacji, a ten z kolei – od tego, jak ciekawe/oryginalne są płytki, które ją wywołały. Reakcją może być zdjęcie na Facebooku. Może to być również zdjęcie, z moją głupią, wniebowziętą miną 😉 Czasami reakcja przybiera postać notki tutaj, na blogu.

A jeżeli, tak jak w tej chwili, zarywam noc, aby napisać o tym, co poznałam kilka godzin temu, to znaczy, że coś musiało zrobić na mnie naprawdę duże wrażenie. Tak duże, że nie wiem, o czym napisać najpierw – o produkcie czy o człowieku, który za nim stoi.

Po raz pierwszy w życiu spotkałam się z marką La Diva. I już cieszę się, że będę mogła proponować architektom materiały z tym logo, bo to zabawki skrojone specjalnie na ich miarę.

To co oferuje ten producent, to nie jest kilka kolekcji, które łączy to, że powstają na jednej linii produkcyjnej i są pakowane w takie same kartony. To cała spójna koncepcja, służąca do tego, by projektować wnętrza piękne, użyteczne, a nawet – pachnące.

Choć formalnie istnieje obecnie 9 kolekcji ściennych, to tak naprawdę jest to jedna, wielka seria, z bardzo wieloma dekoracjami i wariacjami. Bo punktem wyjścia są płytki podstawowe, a te, w każdej z kolekcji, są takie same lub uzupełniające się. Mają one kilka modularnych wymiarów – 10×20, 20×20, 20×80, 40×80. Są one wzbogacone, w zależności od serii, dodatkowym rozmiarem – 15×30, dekoracjami i elementami specjalnymi. Każdy z tych „kawałków” można ze sobą dowolnie łączyć. Bo tak naprawdę, wszystkie płytki ścienne, to wielki zbiór pasujących do siebie klocków, które dla wygody zostały połączone w podgrupy i nazwane damskimi imionami. I tylko projektujący wnętrze decyduje, co z czym połączy.

Dowolne składanie elementów jest możliwe również dzięki temu, jak w tej fabryce podchodzi się do kwestii koloru.

Tutaj nie ma płytek, które miałyby nadrukowane wzorki. Każda płytka i każda dekoracja są monokolorowe. A kolory szkliwa są czyste, podstawowe i… są zaczerpnięte z kolorystyki klasycznych lakierów do paznokci Chanel.

W zasadniczej palecie jest ich 12 – w dwóch wersjach – błyszczącej i matowej. 6 z nich ma również wersję „craquele” – czyli z siateczką pęknięć. Poza nimi są jeszcze 3 szkliwa metalizowane – w kolorze żelaza, złota i brązu.

Każdą z płytek i dekoracji można zamówić w każdym z tych kolorów. Nawet nie będę próbowała policzyć ile daje to  wariacji, które można łączyć ze sobą.

W La Diva ciekawie rozwiązano kwestię problemów z różnicami w tonacji. Zwykle, zamawiając różne elementy, w jednym kolorze, można spodziewać się, że każdy z nich będzie miał nico inny odcień, bo jest produkowany w różnym czasie, a czasami – w różnych zakładach produkcyjnych albo na różnym ceramicznym podkładzie. W La Diva nie ma tego problemu, bo wszystkie ścienne płytki są zrobione z takiej samej, białej glinki. A na dodatek – nie ma w tej fabryce produkcji na magazyn, żadne poszkliwone elementy nie są przechowywane na półkach. W magazynie można znaleźć uformowane płytki z surowej, wypalonej glinki. Kiedy spływa zamówienie na kombinację kilku wzorów, w tym samym kolorze, odpowiednie modele trafiają do szkliwienia. Są pokrywane tym samym szkliwem i wypalane jeszcze raz, w tym samym czasie. To sprawia, że mają jedną tonację i doskonale do siebie pasują.

Nie będę opisywać dokładnie wszystkich kolekcji, bo zapewne zastałby mnie na tym świt,  najlepiej więc będzie, gdy obejrzycie je sami. Myślę, że zachęci Was do tego kilka zdjęć, które znajdziecie pod notką – pochodzą one ze strony La Diva. Zwróćcie uwagę na rozmaitość dekoracji – wszystkie z nich są trójwymiarowe. Ciekawe jest również to, że w zależności od zamysłu projektanta, płytki mogą tworzyć wnętrze nowoczesne lub klasyczne.

Chciałabym wspomnieć szczegółowo tylko o jednej serii ściennej i jednej podłogowej.

Pierwsza z nich to Marina. Dlaczego akurat ona? Bo to najbardziej kreatywna propozycja. Poza zwykłymi płytkami, można w niej znaleźć takie, które mają zamontowane, pod warstwą szkliwa, magnesy. Na pierwszy rzut oka są niewidoczne, ale można na nic coś zamocować. Co? Specjalne elementy, wykonane z gipsu, które… mogą pachnieć. Gipsowe dekoracje mogą mieć rozmaite kształty. Może to być aniołek – ten akurat był wąchany przeze mnie.

ladiva aniolek

Ale do wyboru są również inne – kwiaty, motywy marynistyczne, serca, zwierzątka. Każdy z nich można nasączyć jednym z 50 zapachów, które proponuje La Diva i przyczepić do magnetycznej płytki w wybranym przez siebie miejscu. A gdy kompozycja nam się znudzi, można zmienić ułożenie albo w ogóle – wybrać inny wzór i inny zapach.

ladiva marina-01-625

Przyznaję, spotkałam się już kiedyś z pachnącym katalogiem płytek. Ale pierwszy raz z przyjemnością wąchałam same płytki. No, dobra – nie płytki, ale to, co z płytkami stanowiło komplet.

A jeżeli komuś zbyt mało zapachu wydzielanego przez gipsowe dekoracje, ze specjalnego katalogu La Diva może wybrać dodatkowe elementy pachnące – poduszki, pudełka, dyfuzory – tak aby całe otoczenie było spójne olfaktorycznie 😉

Podłogowa kolekcja Daniela nie wydziela żadnego specjalnego zapachu, ale ma za to inne zalety.

To płytki gresowe, imitujące drewno, na sposób typowy dla tego producenta. Nie ma mowy o zwykłym odwzorowaniu kolorystyki stworzonej przez Matkę Naturę. Tutaj też są tylko monokolory – w 15 kolorach szkliwa. Drewniany efekt uzyskano przez odciśnięcie faktury słojów w ceramice.

Nawiązujący do desek jest również format – 10×60 i kształt płytek. Poza standardowym prostokątem, jest jeszcze mocno wydłużony sześciokąt, we Włoszech nazywany „losanga” oraz wydłużone romby, które można układać w jodełkę.

ladiva daniela-03-625

Chyba już zdążyliście zorientować się, że płytki z La Diva bardzo mi się podobają. Ale jestem pod równie dużym wrażeniem człowieka, który to wszystko wymyślił.

Zdaje mi się, że już to kiedyś pisałam na blogu – w mojej pracy „czynnik ludzki” jest dla mnie bardzo ważny. A w przypadku tej fabryki ów „czynnik” jest równie ciekawy.

La Diva jest projektem nowym – liczy nieco ponad 3 lata. W całości została wymyślona przez Fabio Pesce – projektanta, artystę, biznesmena, z długoletnim doświadczeniem w branży. Po spotkaniu z nim nasuwa mi się jeszcze jedno określenie – to wizjoner. Na dodatek wizjoner otwarty, szczery, z którym chce się rozmawiać, który prosto i jasno mówi o swojej koncepcji. A jest to koncepcja bardzo spójna i przemyślana.

Spotkanie z tą fabryką i z jej twórcą było jednym z moich ciekawszych doświadczeń zawodowych.

A pierwsze próbki z La Diva można już zobaczyć w Krakowie, na Kamiennej 43. Po wakacjach zaplanujemy większą ekspozycję.

ladiva violante-02-625

ladiva veronica-06-625

ladiva veronica-03-625

ladiva veronica-02-625

ladiva sara-05-625

ladiva sara-03-625

ladiva sara-01-625

ladiva marina-02-625

ladiva margherita-06-625

ladiva margherita-04-625

ladiva margherita-01-625

ladiva daniela-05-625

la diva anna

 

 

Kategorie:nowości Tagi: