Archiwum

Archive for the ‘różne’ Category

Po Muzeum

Czerwiec 24, 2018 Dodaj komentarz

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy – wygłaszanie prelekcji, w Muzeum Narodowym, nie różni się specjalnie od wszystkich innych. No, może tylko tym, że siedziałam przy ładniejszym stoliku, niż zwykle 😉

Ale być może wynikało to z osoby prelegentki, która wszędzie potrafi wnieść swój osobisty pierwiastek (zdjęcie ilustracyjne – na końcu).

Po wykładzie, który był na tyle krótki, że chyba nikt nie zdążył się znudzić, przez cztery i pół godziny trwało układanie mozaiki na ławkach.

W tym miejscu muszę przyznać, że podziwiam uczestników warsztatów – pogoda była paskudna, niewiarygodne, że ktoś chciał z nami się bawić w ten sposób. Po tygodniach ciepłej, letniej pogody, załamanie, było tak dynamiczne, że podczas układania mozaiki towarzyszyła nam temperatura w okolicach 14 stopni i powtarzające się, przelotne opady deszczu. A mimo tego, spora grupa ludzi – studentów i mieszkańców Krakowa postanowiła nieco się ubrudzić i stworzyć ławki.

Na początku warsztatów, konstrukcje z płyt WIM Platte wyglądały tak.

I wzbudzały spore zainteresowanie. Sama tłumaczyłam jakiemuś anglojęzycznemu turyście, co to jest – zapowiedział, że wykorzysta sobie takie rozwiązanie w łazience.

Wbrew temu, jakie są obecnie  obowiązujące trendy w wykończeniu łazienek, ławki wcale nie wyszły szare. Producenci, którzy zdecydowali się przekazać nam materiał – głównie hiszpańska Grespania – zadbali o to, by płytki były kolorowe.

 

Ponieważ warunkiem udziału w konkursie było ukończenie układania mozaiki (przez profesjonalne zespoły) do godziny 18., walka z czasem trwała, w przypadku jednej ławki, do samego końca.

Pogoda utrudniła nieco przystąpienie do fazy konkursowej – klej zasychał wolniej i niemożliwe było zafugowanie mozaiki tego samego dnia. Dlatego rywalizacja na lajki, rozpocznie się dopiero po weekendzie.  O główne nagrody będą walczyć 2 ławki – studentów z Akademii Sztuk Pięknych i Krakowskich Szkół Artystycznych.

Kiedy tylko będzie to możliwe – podam link do miejsca, gdzie można będzie głosować.

A na koniec – zdjęcie zrobione już po wykładzie, które doskonale oddaje mój, indywidualny pierwiastek, który trudno byłoby mi ukryć, nawet przemawiając w tak szacownym miejscu, jak Muzeum Narodowe.

Reklamy
Kategorie:muzea, różne Tagi:

Przed wyzwaniem

Czerwiec 22, 2018 Dodaj komentarz
DOTYKAJĄC A5-Miałam już wykłady dla studentów, prelekcje dla architektów, szkoliłam przedsiębiorców i ich pracowników. Ale już jutro stanę przed wyzwaniem, które będzie bez precedensu, w moim ponad 18-letnim doświadczeniu w branży.
Wygłoszę otwarty odczyt, na temat płytek ceramicznych w Muzeum Narodowym w Krakowie.
Prelekcja, pod tytułem Dotykając fliz – o istocie płytek ceramicznych zaplanowana jest na sobotę, 23. czerwca 2018. Początek o godzinie 12., w sali „U Samurajów” w budynku Muzeum przy alei 3 maja 1.  Wstęp, co oczywiste 😉 – wolny.
Wykład jest imprezą towarzyszącą wystawie Z drugiej strony rzeczy. Polski dizajn po roku 1989, którą właśnie można oglądać w gmachu głównym MNK.
Partnerem wystawy jest firma MAXFLIZ i właśnie temu partnerstwu zawdzięczam to, że taki wykład się odbędzie. Jest on jedną z trzech imprez, które współorganizuję, pod skrzydłami mojej firmy.
Pierwszą jest ekspozycja, której jestem kuratorką – Płytki, flizy i kafelki – dizajn w polskich łazienkach po 1989 roku. Można ją już od dziś oglądać przez miesiąc, do 21.07, w salonie firmy, przy ulicy Zakopiańskiej  58. Składać się z 3 części.
Pierwsza dotyczyła będzie szeroko pojmowanego dizajnu „łazienkowego”. Druga – produkcji płytek. W tej części można zobaczyć, na zdjęciach i filmie, jak wygląda zakład produkcyjny, ale również – dotknąć gliny i „gresu w proszku” – czyli granulatu, z którego są formowane płytki.
20180622_172152
A trzecia – moja ulubiona – to mini-wystawa płytek sprzed ćwierć wieku – będzie dzięki niej można zobaczyć, jaki styl dominował tuż po transformacji ustrojowej 🙂
20180622_181737
20180622_181811
FLIZY A5
Drugą imprezą jest wspomniany wykład. Opowiem na nim, jak produkuje się płytki, jak ta produkcja zmieniała się na przestrzeni dziesięcioleci, co z produkcji wynika dla zwykłego użytkownika. Opowiem też o łazience mojej babci, która była remontowana jeszcze za komuny 😀
A po wykładzie odbędą się warsztaty z układania mozaiki ceramicznej, pod nazwą Ławki Flizowane, Czyli Dizajn Po Krakosku!
Z jednej strony – to będzie konkurs dla profesjonalistów – architektów i studentów, którzy będą rywalizować na projekt i realizację, a z drugiej strony – możliwość dla zwykłych mieszkańców, którzy będą mogli przyjść i pomóc nam stworzyć ławkę w stylu Gaudiego, dla Muzeum Narodowego. Jeżeli ławki nam wyjdą – postoją przy wejściu do Muzeum co najmniej do zimy.
Podstawę ławek tworzą konstrukcje przygotowane z płyt budowlanych – pełnych i nacinanych (dzięki czemu bryły będą miały częściowo zaoblone rogi) WIM Platte. Na to będziemy naklejać mozaikę łamaną z płytek, głównie przekazanych przez firmę Grespania i Atlas Concorde.
Warsztaty rozpoczną się jutro, 23.06. o godzinie 13.30, na placu przed Gmachem Głównym Muzeum. Prace są zaplanowane do 18.
Będziemy walczyć z materią nawet, jeżeli pogoda nie dopisze, bo mamy zamówiony namiot.
Zapowiada się ciekawy i intensywny dzień.
LAWKI A5
Kategorie:muzea, różne

Dyktat trendów

Kwiecień 9, 2017 Dodaj komentarz

W kończącym się tygodniu miałam okazję uczestniczyć w IV Forum Branży Łazienkowej. Było to dla mnie ciekawe doświadczenie, na wielu płaszczyznach.

 

Podczas forum odbywały się dwa panele dyskusyjne. W jednym, poświęconym kondycji branży – uczestniczyłam. W drugim, w którym m.in. próbowano dociec dlaczego rynek proponuje klientom zachowawcze produkty – nie. Nie było również nikogo innego, reprezentującego dużą firmę handlową. A szkoda, bo wieloletni, codzienny kontakt z klientem wyrabia nieco inne spojrzenie niż to, które ma się będąc producentem czy elitarnym projektantem.

Na szczęście mam ten komfort, że mogę tutaj przedstawić własne zdanie na temat tego, dlaczego w branży dominują pewne, określone wzory.

To jak to jest? Klienci wybierają bezpieczne wzornictwo, bo są zachowawczy, czy dlatego, że takie produkty oferuje im rynek?

Od lat obserwuję, że klienci przede wszystkim podążają za modą.

15 lat temu, na Górnym Śląsku,  a możliwe, że i w reszcie Polski, bardzo popularna była seria Florencja z Paradyża (na zdjęciu). Płytki te były w kolorze brązowym, zielonym i niebieskim – dość szokujące, gdy wziąć pod uwagę dzisiejszą, najpopularniejszą kolorystykę.

Czy zatem ówcześni klienci byli bardziej odważni od dzisiejszych? A może przyczyna tkwi w modzie, która wtedy była po prostu inna? Albo raczej – wtedy jej we wnętrzarstwie w ogóle nie było. Rynek był wciąż wygłodniały, więc sprzedawały się po prostu płytki. Dopiero z czasem rynek nasycił się, podaż zaczęła przewyższać popyt i coraz więcej wysiłku producenci zaczęli wkładać w kreowanie mody.

Wiele razy spotykałam się z tym, że klienci przychodzili ze zdjęciami z magazynów wnętrzarskich i z komunikatem „chcę mieć tak”. Nie ma się co oszukiwać – większość z nas stanowi masę, tłum, która prędzej podąży z resztą populacji niż ruszy pod prąd. Dlatego, moim zdaniem, na pytanie co decyduje o wyborach klientów – zachowawczość ich czy branży, odpowiedź brzmi – moda.

Świetnym przykładem tego, jak działają pewne mechanizmy są płytki imitujące marokańskie płytki cementowe. Takie kopie były produkowane od lat – sama je często proponowałam klientom, ale były rzadko wybierane. Aż zaczął się na nie bum, pojawiły się w magazynach i programach wnętrzarskich i nagle okazało się, że grupa osób, które chciałyby je mieć we własnej przestrzeni jest całkiem spora. Czy klienci nagle stali się odważniejsi? Czy po prostu zadziałał wysiłek włożony w promowanie tego produktu, bo uznano, że nadszedł jego czas?

Nieprawdą jest, że sklepy z wyposażeniem wnętrz nie oferują klientom niczego innego, niż zachowawcze, popularne produkty. Każda większa firma ma ambicje, by oferować również jakieś „smaczki”. Problem tylko w tym, że klientów, którzy wybierają właśnie takie, oryginalne produkty jest zdecydowanie mniej, niż tych, co chcą mieć to, co ma sąsiad. Czasami nawet zbyt mało, by kolekcja mogła się utrzymać na rynku. Nie raz obserwowałam świetnie serie, które były zbyt inne, więc szybko dokonywały żywota, bo za rzadko się sprzedawały.

W tej materii liczby są nieubłagane. Wdrożenie nowego produktu wiąże się z wysokimi kosztami. Chyba żadnego producenta nie stać na to, by regularnie inwestować w niszowe kolekcje. Jeżeli zatem rynek okaże się nie dość mocno nasycony klientami, gotowymi wybrać coś odmiennego od obowiązującego trendu, eksperymenty szybko się kończą, a ofertę dominują bezpieczne produkty.

Nieco większy komfort mają wytwórcy drogich materiałów – wraz z zasobnością portfela zwykle rośnie też chęć odróżnienia się od innych konsumentów. A i odpowiednio skalkulowana cena zawiera w sobie koszty ryzyka związanego z elitarnością serii.

I dlatego w niższej i średniej półce dominuje to, co obecnie powszechne – szare, drewniane, kamienne. A oryginalne, kolorowe płytki można znaleźć głównie w drogich markach.

Przynajmniej do czasu, dopóki branża nie postanowi, że teraz modne powinno być coś innego…

Zabawa w skojarzenia

Październik 1, 2016 1 komentarz

Fragment ekspozycji grupy Kale wyglądał na Cersaie tak:

Co bardziej złośliwi  (pozdrawiam, przy okazji 😉 ) odwiedzający z Polski znaleźli w tym odniesienie do naszego kraju, partii rządzącej i jej wodza  😉

Zatem, jeżeli wkrótce grupa Kale zniknie z polskiego rynku,  będziecie wiedzieć dlaczego 😉

Kategorie:różne

Największa niespodzianka tych targów

Wrzesień 30, 2016 Dodaj komentarz

Już na wstępie muszę ostrzec,  że to nie będzie notka o płytkach, choc będzie w pewien sposób nawiązywać do Cersaie. I będzie z niej niósł się pewien smrodek dydaktyczny  😉
Takie imprezy jak Cersaie czy Cevisama to spory wysiłek fizyczny. Cersaie – nawet bardziej, z racji mniej komfortowego ułożenia hal wystawienniczych, większego obszaru. Oczywiście,  emocje które towarzyszą tym imprezom, pomagają je przetrwać,  niemniej jednak nie jest łatwo.  I z czasem jest coraz trudniej.

Można bezkarnie prowadzić przez tydzień  rabunkową gospodarkę na organizmie, gdy się ma 30 lat, ale z każdym kolejnym rokiem jest trudniej.

Moje poprzednie Cersaie,  w 2014 roku było najcięższym fizycznie, w mojej karierze.  Odchorowałam je nawet. A po dniach spędzonych na targach nie miałam już siły na nic – zjedzenie kolacji było wyzwaniem. 

Od tej pory jedna rzecz się zmieniła – dopadł mnie… khem… kryzys wieku średniego. Nie kupiłam szybkiego, sportowego samochodu, nie zaczęłam nurkować z rekinami.  Ale zaczęłam  dbać o swoją kondycję. Różnica między tym, jak przeżyłam poprzednie Cersaie,  a – obecne, jest kolosalna.  W tym roku, w trzecim dniu zwiedzania ekspozycji, byłam w stanie nawet podbiec na spotkanie z nie widzianą od kilku tygodni przyjaciółką. Podbiec!  W trzecim dniu! Kto był w Bolonii w „te dni” – rozumie znaczenie tych słów 😉

Okazało się,  że można cofnąć czas i przetrwać taki wysiłek znowu bez bólu.

Dlatego przyjmijcie radę ciotki Moniki 😉 bez względu na to czy pracujecie w branży, czy nosicie płytki, czy nie – dbajcie o codzienny ruch. Pot wylany podczas treningów opłaci się – na przykład cofnięciem czasu, gdy przyjdzie podjąć taki wysiłek, jak obejrzenie Cersaie w trzy dni 😉

Zatem ruszajcie się,  jedzcie zdrowo i spotkajmy się  (przynajmniej z częścią Was) za rok w Bolonii 🙂

P.s. Tę notkę dedykuję  Dorotce – świeżo i bez mojego udziału nawróconej na ruch 🙂 i dziękuję nią trenerkom, które spotkałam, które potrafią przykręcić śrubę 🙂 

Kategorie:różne

Arszenik i stare koronki 

Wrzesień 28, 2016 1 komentarz

Zamieńcie „arszenik” na „metal”, „stare koronki” na „płótno”, a reszta będzie się zgadzać 😉

Niesamowite – za mną drugi dzień targów, a ja jeszcze nie nienawidzę płytek! Możliwe,  że to zasługa ubiegłego roku, kiedy mnie w Bolonii nie było. Zgłodniałam  😉

Dwudniowy przelot przez pawilony pozwolił mi wstępnie zorientować się,  że poza tym, co zwykle (czyli – kamień i drewno), zmasowany atak przepuścił metal – głównie miedź oraz tkaniny – głównie płótno lniane.
Metal tak naprawdę nigdy nie zszedł ze sceny. Płytki nawiązujące do niego pojawiały się,  zwykle pojedynczo,  w różnych fabrykach. Teraz intensywność tego pojawiania się jest większa i dzięki temu metalizowane płytki podstawowe lub dekoracje można znaleźć niemal u każdego producenta.

Na zdjęciu powyżej – dekoracja do kolekcji Acidic z Fondovalle.

Metal, szczególnie miedź, jest obecny również w elementach ekspozycji, w aranżacjach targowych. Poniżej – fragment ekspozycji z Keraben Group.

Oraz De Castelli.

Kolejny powrót tego co już było,  to tkaniny odbite w plytkach. Można je było odnaleźć w bardzo wielu fabrykach, m.in. w Argencie.

Geotiles poszło dalej – tkanina została zahaftowana:

Jutro – ciąg dalszy spaceru. 

Kategorie:różne

Niespodzianki Cersaie 2016

Wrzesień 28, 2016 1 komentarz

Jestem po pierwszym dniu na targach Cersaie 2016. 

To zbyt wcześnie,  by pisać o tendencjach czy sytuacji na rynku. Napiszę za to o tym, co było największymi niespodziankami.

Po pierwsze – zamieszanie,  jakie na rynku wywołała hiszpańska marka Baldocer. Kojarzona do tej pory głównie z tanimi kolekcjami,  pokazała w Bolonii zupełnie nowe oblicze. Duże formaty – największe sięgają rozmiaru 120×240 – nowoczesne wzornictwo, w cenach dużo niższych od poziomu do tej pory spotykanego na rynku.

Najbliższe miesiące pokażą,  jaki będzie miało to wpływ na innych producentów. Jedno jest pewne – nazwa Baldocer jest często powtarzana w targowych halach. Między innymi za sprawą kolekcji Town,  której jeden z kolorów można zobaczyć na poniższym zdjęciu.

Muszę przyznać,  że ja byłam zaskoczona tym, co zobaczyłam.

Drugą niespodzianką była płytka Cosmos z Venis.  Tu nawet nie probuje pokazać zdjęcia,  bo zdjęcie niczego nie odda. 

Istnieje pewien rodzaj srebrzystego granitu,  o pięknej,  mieniącej się powierzchni,  którego producenci płytek od lat próbują skopiować – nadaremnie. To właśnie między innymi z powodu tego kamienia pisałam tu trzy i pół roku temu, że nie da się podrobić matki natury. 

Kiedy dziś  (a właściwie – wczoraj,  bo północ juz dawno minęła) weszłam na ekspozycję Venisa, zobaczyłam ścianę obłożoną tym właśnie kamieniem.  Byłam przekonana, że to autentyczny naturalny kamień. Moje przekonanie brało się m.in.stąd,  że inna firma z grupy Porcelanosa – L’Antic Colonial wytwarza cienkie okładziny z łupka.  Byłam przekonana,  że to właśnie efekt braterskiej wymiany – kamień naturalny zabłąkał się do ekspozycji płytkowej. 
Wkrótce okazało się,  że to co wyglądało jak srebrzysty granit,  było efektem trzyletniej pracy fabrycznego laboratorium.  Tyle czasu zabrało im stworzenie płytki,  która wiernie odtwarza efekt tego dekoracyjnego kamienia naturalnego.  Aby go osiągnąć, na biskwit nakłada się kilka warstw wykończenia. Efekt jest olśniewający.  Tak inny od wszystkiego,  co można zobaczyć w świecie ceramiki,  że płytka została nazwana Cosmos. Kiedy tylko będę dysponować zdjęciami oddającymi ten efekt – na pewno je Wam pokażę. Bo ta fotka, zrobiona smartfonem,  nie pokazuje pełni wyjątkowości tego materiału:


A teraz, zmęczona ale szczęśliwa, idę łapać odrobinę snu przed kolejnym dniem na Cersaie 🙂 

Kategorie:różne