Archiwum

Archive for the ‘Reklamacje’ Category

Co robić, kiedy płytki się brudzą?

To jest chyba jakiś szczególny znak czasów – coraz częściej mam reklamacje, polegające na tym, że klienci zgłaszają, że na płytkach pojawiły się plamy.

Wizyta na miejscu zwykle pokazuje, że plamy są efektem normalnego użytkowania płytek połączonego z nie dość normalnym myciem. Czyli np. z myciem płytek wodą z płynem do mycia naczyń albo wręcz – samą wodą.
Pół biedy, jeżeli zgłoszenie jest z sąsiedztwa – wsiadam w auto, zabieram rękawice, środki myjące, szmatki i jadę. Nie, nie myję całej powierzchni – proszę nie dzwonić w tej sprawie 😉 Doczyszczam jedną płytkę, by pokazać, co jest przyczyną. O resztę powierzchni właściciel musi już zadbać sam.

Gorzej, gdy odległość jest znaczna. Ostatnie zgłoszenie dotyczyło płytek o niemal 500 km oddalonych od mojej „bazy wypadowej”. Jak przez internet czy telefon precyzyjnie zdiagnozować problem? Moje doświadczenie mówi mi, że w 9 na 10 przypadków wina leży po stronie niewłaściwego zmycia fugi albo niewłaściwej codziennej pielęgnacji. Zawsze jednak może się zdarzyć ten jeden przypadek na 10.
Tym razem pomógł mi zaprzyjaźniony dział reklamacji firmy Stargres – jeden ze specjalistów z tego działu miał zaplanowany wyjazd w ten rejon Polski, dokonał oględzin, potwierdził moje przypuszczenia i od ręki pokazał rozwiązanie problemu przy użyciu środka czyszczącego.

Za każdym razem, kiedy zajmuje się taką reklamacją, nasuwa mi się pytanie – czy kiedy kupujecie, drodzy klienci, lodówkę i po pewnym czasie, w jej wnętrzu pojawiają się zabrudzenia, to je myjecie czy zgłaszacie reklamację?

Rzeczywistość jest brutalna – płytki należy myć. Regularnie. Szczególnie – te na podłodze. Trzeba dbać o to, by silne zabrudzenia nie pozostawały na nich zbyt długo. A nawet jeżeli nie zdarzyło się żadne ekstraordynaryjne zanieczyszczenie, co pewien czas płytki powinny być myte. I należy to robić środkami do tego przeznaczonymi. Nie – samą wodą, nie – płynem do mycia naczyń. Jeżeli płytki należą do niezbyt wymagających, a my nie mamy alergii na mopa lub ścierkę i dzięki temu bierzemy je do ręki częściej niż raz w miesiącu, wystarczy je myć środkami uniwersalnymi do mycia powierzchni różnych. Chyba, że korzystamy z okładziny bardziej absorbującej….

Pod pojęciem płytek niezbyt wymagających kryją się płytki szkliwione, o matowej lub satynowej powierzchni i niejednolitym kolorze. Inne – np. jasne, monokolory, błyszczące, lappattowane, polery – to już, niestety, płytki wymagające większego zaangażowania. Może się okazać, że do ich mycia trzeba używać chemii specjalnie do tego przeznaczonej. Jest wiele firm, które produkują takie środki.

W typowej, codziennej sytuacji powinno się sięgnąć po specyfik do codziennej pielęgnacji płytek.

Jeżeli sytuację trudno już nazwać normalną, bo plamy na podłodze zdążyły się zadomowić i nawet wystąpić o obywatelstwo, na przykład z powodu kilkumiesięcznego mycia wyłącznie czystą wodą, trzeba skorzystać ze środków bardziej radykalnych. Ja zwykle rozwiązuje taki problem przy pomocy lekko rozcieńczonego preparatu do usuwania pozostałości fug cementowych, produkowanego przez firmę HG.

Po zmyciu starego brudu można już myśleć o używaniu łagodniejszych płynów do bieżącego czyszczenia.
Profesjonalne środki do mycia płytek można kupić w wielu salonach łazienkowych oraz we wszystkich marketach budowlanych. Personel, który w tych punktach pracuje, na pewno pomoże dobrać odpowiedni produkt. Dlatego, drodzy klienci, korzystajcie z pomocy tych osób albo z uprzejmości wujka Google. I zanim złożycie reklamację na plamy na płytkach, spróbujcie je po prostu umyć, odpowiednim specyfikiem, przestrzegając zasad, opisanych na opakowaniu.

Nie piszę tego tylko dlatego, żebyśmy ja i moi współbratymcy w niedoli mieli mniej pracy. Mam wrażenie, że dla klienta też nie jest zbyt komfortową sytuacja, gdy okazuje się, że zgłoszona reklamacja wynika z tego, że płytki po prostu są niedomyte.

Zdjęcie ilustracyjne do tego tekstu to… brudna podłoga w moim lokum. Jest to równocześnie najlepszy dowód na to, że jasne, niemal monokolorowe płytki niezbyt dobrze sprawdzają się tam, gdzie są dwa koty i nastolatek. Ponieważ jednak od początku wiedziałam, że muszę je myć regularnie (choć patrząc na to zdjęcie, trudno w to uwierzyć ;),  nie narzekam na żadne plamy 🙂

Kategorie:Reklamacje

Kiedy odpadają płytki

Marzec 20, 2017 1 komentarz

Część reklamacji, zgłaszanych przez klienta, jest efektem nie – wady płytki, a błędów popełnianych przy ułożeniu. Czasami udowodnienie tego wymaga dociekliwości detektywa, a czasami – prawda bije sama po oczach.

Niedawno trafiła do mnie pewna stara reklamacja, która raz już była odrzucana, właśnie z powodu błędów w ułożeniu. Klient skarżył się, że po 2 miesiącach od ułożenia gresów na podłodze, na ogrzewaniu podłogowym, płytki odpadły. Osoba, która wówczas zajmowała się tym tematem, oparła się na opinii dostawcy chemii, stwierdziła wady wykonawcze i odrzuciła reklamację.

Po niemal dwóch latach, z pewnych powodów, które są nieistotne, klient uznał, że tamta opinia nie była słuszna i złożył ponowną reklamację, wskazując tę samą wadę – płytki odpadły 2 miesiące po ułożeniu. I tak reklamacja trafiła do mnie. Sprawę utrudniał fakt, że… płytki już nie istnieją. Po odpadnięciu zostały wyrzucone, a na ich miejsce zainstalowano inne.

Na szczęście zachowała się dokumentacja zdjęciowa, którą klient zrobił na potrzeby pierwszej reklamacji.

A wśród innych, było i takie zdjęcie.

Tak, to są paski zaprawy klejowej, pomiędzy którymi widać pustki, przez które widać podłoże. Na tych paskach były układane płytki, które szybko odpadły. Co nie jest, w tej sytuacji specjalnie zaskakujące…

Chyba trudno byłoby o zdjęcie bardziej dobitnie pokazujące, że fachowiec, układający te płytki popełnił błąd.

Poza tą częścią podłogi była również inna, gdzie płytki były układane na innym kleju – efekt jest mniej spektakularny, ale nadal – niezadowalający.

Skoro w zastygniętej pod płytką zaprawie nadal widać ślady pacy zębatej, to znaczy, że płytka nie została do kleju poprawnie dociśnięta, nie przylega do niej całą powierzchnią strony montażowej, a wiązanie między zaprawą a płytką nie jest właściwe. I może okazać się niewystarczające, by utrzymać płytkę na miejscu. Zwłaszcza w szczególnych warunkach, takich jak instalacja na ogrzewaniu podłogowym.

Dlatego płytki odpadły, a ja musiałam po raz kolejny napisać, że reklamacja jest bezzasadna.

Kategorie:Ciekawostki, Reklamacje

Rozmowy o kolorach

Styczeń 15, 2016 1 komentarz

 

Praca w branży to również rozmowy i wiele wysłuchanych historii i anegdotek.

 

Jedna, którą usłyszałam niedawno, jest godna utrwalenia. Bo nie dość, że jest zabawna, to jeszcze z morałem.

 

W firmie X były wyeksponowane płytki dekoracyjne pewnego hiszpańskiego producenta. Ten sam wzór, w 2 różnych kolorach, obok siebie – złote i srebrne.

 

Któregoś dnia przyszedł klient – młody mężczyzna. Podszedł do handlowca siedzącego przy komputerze, nieopodal tych właśnie płytek i zaordynował, że chce zamówić złote – i wskazał ogólnie kierunek, w którym znajdowały się właśnie te dekoracje.

 

Handlowiec popełnił błąd. Nie wstał, nie podszedł do ekspozycji. Nie pokazał nawet płytek w katalogu, aby mieć pewność, że obaj mają na myśli ten sam produkt. „Te złote” uznał za jednoznaczne określenie.

 

Spisał zamówienie, w rubryczce wpisał hiszpańską nazwę koloru, czyli „oro”. Klient podpisał, wpłacił zaliczkę i czekał na realizację.

 

Gdy po pewnym czasie dostarczono mu zamówiony produkt, bardzo szybko wrócił z reklamacją.

 

Okazało się, że nie dostał tych dekoracji, które chciał. Chciał złote, a dostał takie, które w jego odczuciu były „żółte”.

 

Co się okazało? Chciał srebrne, a nie złote. Dlaczego nazwał je złotymi? Bo mama zawsze pakowała mu kanapki w metalową folię, którą nazywała „złotkiem”, zatem w odczuciu tego człowieka* kolor aluminium był kolorem „złotym”.

 

Jaki z tego morał? Nigdy nie bazujmy na subiektywnym postrzeganiu koloru. Naprawdę mogą być ludzie, dla których kolor „łososiowy” to kolor podobny do morskiego.

 

Jeżeli jesteś handlowcem, upewnij się, że Ty i klient macie na myśli to samo. Pokaż katalog albo podejdź z klientem do płytek.

 

Jeżeli jesteś klientem, upewnij się, że Ty i handlowiec macie na myśli to samo. Itd.

 

 

* musiał być kawalerem, bo nie wątpię, że w przeciwnym wypadku, przy okazji ślubu, szybko zorientowałby się jaka jest różnica między złotem a srebrem 😉

Kategorie:Ciekawostki, Reklamacje

Uwaga na dobre rady ;)

Październik 17, 2015 2 komentarze

Dwa dni temu odwiedzałam Łódź Design Festival – w ramach nowych obowiązków, z grupą architektów, na zaproszenie jednego z wystawców.

Ale ponieważ mam nadal skrzywienie płytkowe, to moją uwagę przyciągnęło coś, co zostało nazwane „Remontownik” – była to seria broszurowa z prostymi poradnikami dotyczącymi robienia, jak sama nazwa mówi, remontu. Kiedy ja oglądałam ekspozycję, były to  już tylko 2 zeszyty (możliwe, że było ich więcej, tylko ktoś uznał je za użyteczne 😉 ). Jeden z nich, poświęcony układaniu płytek, przewertowałam.

 

20151015_155911

 

I niektóre fragmenty skłoniły mnie do uwiecznienia i skomentowania.

Za szczególnie ryzykowne uważam porady dotyczące układania płytek na podłodze.

20151015_155539_20151016190429502

 

Nie, nie, nie! Wielkość krzyżyków jest zależna od tego, jakiej szerokości fugę  mamy zastosować. A na szerokość fugi nie wpływa tylko wielkość i ewentualna krzywizna płytki. Jest ona zależna od większej ilości czynników. Od charakteru płytki (np. płytka rustykalna, w stylu tradycyjnego cotto, nawet jeżeli ma mały rozmiar, lepiej wygląda z szerszą fugą), od miejsca, w którym płytki są układane (te same płytki 60×60, ułożone w miejscu, gdzie jest ogrzewanie podłogowe, muszą mieć szerszą fugę niż te pod którymi nie ma ogrzewania), od tego czy płytki są rektyfikowane czy nie, od tego jaka jest sama fuga, wybrana do ułożenia między płytkami. Sprowadzenie problemu tylko do kwestii rozmiaru i krzywizny płytki to łatwa droga do wsadzenia kogoś na minę.

 

20151015_155539

I znowu – nie tylko. Wielkość pacy zależy też od tego, jaka ma być grubość warstwy zaprawy, a ta z kolei zależy od tego czy wybraliśmy zaprawę cienko- czy grubowarstwową.

Podobnie było z opisaną (ale nie sfotografowaną przeze mnie) kwestią decydowania o grubości warstwy zaprawy. Twórca Remontownika sugeruje, że decydując o grubości, należy kierować się równością podłoża.

Tymczasem, widziałam już, co potrafi się dziać z płytkami, gdy przykleić je na zbyt grubej warstwie kleju cienkowarstowego, bo wykonawca chciał sobie wyrównać podłoże. Taka zabawa może skończyć się wyginaniem płytek, ich pękaniem lub odspajaniem.

Zatem o wielkości zębów w pacy i o grubości warstwy zaprawy decyduje…. producent – on określa zwykle w jakim zakresie można samemu decydować o tych kwestiach. Czytajmy informacje techniczne!

20151015_155705

 

Zanim klej całkowicie wyschnie, idziemy powyciągać krzyżyki…. A potem biegniemy złożyć reklamację:

Płytki, które państwo mi sprzedaliście są krzywe! Kiedy kupowałem je i układałem, były proste, ale po przyklejeniu okazało się, że są krzywe! I fakt, że wszedłem powyciągać krzyżyki, zanim klej nie zasechł całkowicie, nie ma tu żadnego znaczenia 😉

 

20151015_155845

 

Zaprawa nie „musi być dość gęsta”. Zaprawa powinna mieć dokładnie taką konsystencję, jaką założył producent, dlatego rozrabia się ją dokładnie według jego zaleceń. Nie – na oko. Mieszanie zaprawy wg precyzyjnego parametru „dość gęsta” może spowodować niespodzianki – zmianę koloru, pękanie, wymywanie jej.  Zatem zamiast własnego poczucia gęstości lepiej zastosować wagę, miarkę do wody i instrukcję producenta.

 

Kiedy przejrzałam tę broszurkę, a szczególnie kiedy przeczytałam wywieszony opis, lekko ścierpła mi skóra na myśl o tym, że dzięki takim publikacjom może pojawić się rzesza młodych klientów, przekonanych o tym, że mają wystarczającą wiedzę, by samodzielnie układać płytki lub nadzorować wykonawców 😉

 

20151015_155916

 

Do autorstwa Remontownika przyznaje się, jak wynika z opisu wywieszonego na wystawie, Paweł Znojek oraz Pracownia Komunikacji Wizualnej II.

Gdy płytki się kleją, mają plamy, łatwo się brudzą

Kwiecień 15, 2015 1 komentarz

Dostałam dziś takiego maila, od przemiłego człowieka z Warszawy, że nie pozostało mi nic innego, jak wyleźć w końcu ze skorupy, na dobre i wrócić tutaj 😉

W ramach ekspiacji, za długie milczenie, napiszę o problemie, z którym niektórzy posiadacze nowej wypłytkowanej powierzchni muszą się zmierzyć.

Znajoma znajomej poprosiła mnie pośrednio o pomoc. Kupiła nowe mieszkanie, w mieszkaniu była już wypłytkowana łazienka, ale okładzina sięgała niezbyt wysoko. Na zlecenie znajomej, wykonawca dokupił płytek, ułożył je, tam gdzie trzeba było i wtedy, dzięki porównaniu, okazało się, że z tymi starszymi jest coś nie tak.

Płytki się lepiły. A nie powinny.

Ale tak się zdarza. Choć niezbyt często. Zwykle zmiany na płytkach są inne. Mają postać plam. Albo brudnych plam. Albo pasów, wzdłuż krawędzi, które mają inną, bardziej szorstką fakturę i do których lgną drobiny brudu.  Przyczyna najczęściej jest jedna – ten, kto przyklejał płytki, popełnił jakiś błąd. Coś spaprał.

Dziś oglądałam te lepiące płytki. Na ich powierzchni pozostało coś, co wyglądało jak silikon. Było w dotyku jak silikon i nawet zaczęło żółknąć lekko jak silikon. Po co jednak wykonawcy pomazali płytki silikonem, po ich ułożeniu, w łazience, w której w ogóle nie był on zastosowany? Na to chyba nie wpadnę.

Ale wypełnienie silikonowe często jest przyczyną plam. Jeszcze częściej – fuga, która nie została zmyta odpowiednio szybko. Nawet jeżeli zanieczyszczenie nie zmienia koloru płytki, pod palcami można wyczuć zmienioną fakturę. Lepką, jakby „plastykową” albo szorstką.

Co, jeżeli znajdziemy takie plamy na swoich płytkach? Można próbować reklamować je, u sprzedawcy. Ale, prawdę mówiąc, w 99% przypadków, z jakimi się spotkałam, przyczyna nie leżała po stronie płytki.

Zatem można próbować reklamować u wykonawcy, ale w wielu przypadkach to również nie przynosi oczekiwanych efektów – nie każdy fachowiec jest na tyle rzetelny, że przejmuje odpowiedzialność za swoje błędy.

Co wtedy?

Jest jedno bardzo proste, choć trochę męczące rozwiązanie.

Trzeba się tych plam pozbyć samemu.

Jeżeli to nie są pozostałości z fugi epoksydowej, to idziemy do najbliższego marketu lub sklepu budowlanego. Prosimy o najmocniejszy, profesjonalny środek do czyszczenia silnych zabrudzeń na płytkach. Ja akurat mam jeden swój ulubiony, ale dziś będzie bez reklamy 😉

Próbując zmyć takie zanieczyszczenia, warto pamiętać o kilku rzeczach.

Środki takie są oparte na kwasach. Dlatego trzeba przy nich zatroszczyć się o własne bezpieczeństwo. Rękawice są obowiązkowe. Dobrze, jeżeli można pomieszczenie wietrzyć w trakcie operacji. W skrajnych przypadkach – gdy pomieszczenie jest małe i nieprzewiewne, a stężenie środka będzie wysokie, dobrze zatroszczyć się o jakąś maskę na twarz. Z doświadczenia wiem, że to co świetnie czyści płytki, potrafi również nieźle podrapać gardło.

Przed rozpoczęciem mycia warto zrobić małą próbę, gdzieś w mało widocznym miejscu, np. za sedesem. Pozwoli to sprawdzić czy środek chemiczny nie zmienia wyglądu płytki. Gdy już wiadomo, że nie będzie żadnej niemiłej niespodzianki, można zająć się czyszczeniem.

Powodzenia 🙂

 

Uwaga na światło!

Grudzień 3, 2014 4 komentarze

Ostatnio większość mojej uwagi zawodowej pochłania pewna paskudna reklamacja. Pochłania do tego stopnia, że śni mi się po nocach – po raz pierwszy w życiu. I, niestety, nie jest to przenośnia 😦 Naprawdę mi się śni.

Pomyślałam, że skoro już muszę to odchorować, to przynajmniej wyciągnę z niej element edukacyjny i opowiem Wam, jak ograniczyć ryzyko podobnych kłopotów.

Mało kto zastanawia się nad tym, w jakich warunkach są w fabrykach szacowane wady wizualne. Nie polega to wcale na wodzeniu po płytce nosem, w ostrym świetle. Jak wiele rzeczy w świecie ceramicznym i ta operacja jest określona normą. Zakłada ona, że płytkę ogląda się z odległości ok. 100-150 cm (w zależności od rodzaju płytek) i przy świetle o natężeniu 300 luksów.  Nie jest to zbyt mocne światło. Na pewno nie jest to taka jasność, jaką daje 500 watowy halogen – bo i w takich warunkach zdarza się klientom oglądać ścianę czy podłogę 😉

Norma ta pozwala producentom uznawać za bezzasadne reklamacje płytek, w przypadku których wady przy takim, „normowym” właśnie świetle nie rzucają się w oczy.

Dlatego już na etapie planowania ułożenia, warto pomyśleć o tym, aby płytki znajdowały się w „korzystnym” świetle 😉

Czego warto unikać? Na przykład punktowego, intensywnego oświetlenia, które pada równolegle do powierzchni płytek. To chyba najgorsza z możliwych opcji. Może się zdarzyć, że płytka, która w normalnym oświetleniu wygląda niemal doskonale, po takim doświetleniu nagle wygląda tak:

20141124_224039

Widzicie tę idealną kreskę przebiegającą z góry na dół?

No, właśnie….

Tak padające światło uwypukla wszelkie skazy na powierzchni. Nawet te, które przy bardziej rozproszonym świetle będą niemal niewidoczne.

Na zdjęciu akurat jest jedna, duża płyta, która okazał się mieć wadę. Ale problem może być również z mniejszymi płytkami. W ich przypadku światło padające wzdłuż powierzchni ściany może obnażyć również krzywiznę płytek lub błędy w ułożeniu.

Lepiej nie ryzykować. Zatem może warto zrezygnować z półek we wnękach, podświetlanych halogenami punktowymi?

Światło zasadniczo potrafi czasami wydobywać z płytek niespodziewane efekty. Widziałam kiedyś białe płytki, które w oświetleniu ciepłym były jednolite, białe, a w oświetleniu zimnym dostawały… fioletowych plam.

Dlatego dobrze, jeżeli jeszcze przed zainstalowaniem płytek możliwe jest ich obejrzenie w takim oświetleniu, w jakim będą funkcjonować w przyszłości. Bo ta sama płytka, która podobała się nam w sklepie, pod sklepowymi lampami, może stracić wiele ze swojego uroku w zupełnie innym oświetleniu.

Kilka miesięcy temu przekonałam się również, że warte przemyślenia jest również połączenie jednolitych, monokolorowych płytek i lampy z kryształami. Światło lampy, zniekształcone przez kryształy, może układać się na ścianach w zadziwiające wzory, które psują cały minimalistyczny efekt jednolitych płytek.

Kategorie:Reklamacje Tagi:

Szczelinomierz zbędny

Styczeń 26, 2014 1 komentarz

Gdy wybieram się na reklamację krzywych płytek, zabieram poziomicę z przymiarem kątowym (w skrajnych przypadkach – dwumetrową łatę z poziomicą – gdy mam oceniać płytki już zainstalowane) i szczelinomierz. Po co mi szczelinomierz – pisałam tutaj.

Tak się jednak złożyło, że kilka dni temu, jadąc na miejsce budowy nie zabrałam ze sobą żadnego z wymienionych przedmiotów. Poziomica znalazła się na miejscu. A szczelinomierz…. okazał się niepotrzebny 😦

20140124_111003

20140124_111032

A w tej sprawie najsmutniejsze jest to, że choć szpara między poziomicą a płytką, w najgorszym miejscu wyniosła prawie 2 mm (co jest krzywizną nie do zaakceptowania dla klienta), to płytka ta nadal mieściła się w normie.

Najbliższy wolny czas powinnam poświęcić napisaniu jakiegoś listu do Polskiego Komitetu Normalizacyjnego.

Kategorie:Reklamacje Tagi: