Kiedy odpadają płytki

Marzec 20, 2017 1 komentarz

Część reklamacji, zgłaszanych przez klienta, jest efektem nie – wady płytki, a błędów popełnianych przy ułożeniu. Czasami udowodnienie tego wymaga dociekliwości detektywa, a czasami – prawda bije sama po oczach.

Niedawno trafiła do mnie pewna stara reklamacja, która raz już była odrzucana, właśnie z powodu błędów w ułożeniu. Klient skarżył się, że po 2 miesiącach od ułożenia gresów na podłodze, na ogrzewaniu podłogowym, płytki odpadły. Osoba, która wówczas zajmowała się tym tematem, oparła się na opinii dostawcy chemii, stwierdziła wady wykonawcze i odrzuciła reklamację.

Po niemal dwóch latach, z pewnych powodów, które są nieistotne, klient uznał, że tamta opinia nie była słuszna i złożył ponowną reklamację, wskazując tę samą wadę – płytki odpadły 2 miesiące po ułożeniu. I tak reklamacja trafiła do mnie. Sprawę utrudniał fakt, że… płytki już nie istnieją. Po odpadnięciu zostały wyrzucone, a na ich miejsce zainstalowano inne.

Na szczęście zachowała się dokumentacja zdjęciowa, którą klient zrobił na potrzeby pierwszej reklamacji.

A wśród innych, było i takie zdjęcie.

Tak, to są paski zaprawy klejowej, pomiędzy którymi widać pustki, przez które widać podłoże. Na tych paskach były układane płytki, które szybko odpadły. Co nie jest, w tej sytuacji specjalnie zaskakujące…

Chyba trudno byłoby o zdjęcie bardziej dobitnie pokazujące, że fachowiec, układający te płytki popełnił błąd.

Poza tą częścią podłogi była również inna, gdzie płytki były układane na innym kleju – efekt jest mniej spektakularny, ale nadal – niezadowalający.

Skoro w zastygniętej pod płytką zaprawie nadal widać ślady pacy zębatej, to znaczy, że płytka nie została do kleju poprawnie dociśnięta, nie przylega do niej całą powierzchnią strony montażowej, a wiązanie między zaprawą a płytką nie jest właściwe. I może okazać się niewystarczające, by utrzymać płytkę na miejscu. Zwłaszcza w szczególnych warunkach, takich jak instalacja na ogrzewaniu podłogowym.

Dlatego płytki odpadły, a ja musiałam po raz kolejny napisać, że reklamacja jest bezzasadna.

Kategorie:Ciekawostki, Reklamacje

Kabinowe niespodzianki

Luty 23, 2017 1 komentarz

vario4Notki o płytkach pisuję ostatnio głównie dla zupełnie innego portalu – można je znaleźć pod tym adresem. Siłą rzeczy tutaj będzie ich mniej, bo ileż można pisać o płytkach? 😉

Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w rozmowie o kłopocie mojego kolegi z kabiną prysznicową. I mam świadomość, że nie jest on jednym, którego taki problem dotknął, zatem odezwał się we mnie wewnętrzny, genetyczny edukator. Dlatego dziś nie będzie o płytkach, ani o nowościach. Będzie o jednej sprawie, na którą trzeba zwrócić uwagę, kupując kabinę prysznicową.

Czy wiecie, że jeżeli kabina ma być przeznaczona do zainstalowania na brodziku, to jej wymiar nominalny, który jest podawany, wcale nie musi oznaczać rozmiaru elementów po zainstalowaniu? Jest to wymiar brodzika, a sama kabina będzie nieco mniejsza, ponieważ stoi w pewnym oddaleniu od krawędzi brodzika.

Jeżeli kabina zostanie zainstalowana na brodziku, wszystko będzie pasowało, tylko po prostu będziecie mieć nieco mniejszą kabinę – dla wielu osób nie będzie to miało większego znaczenia, choć spotkałam w swojej karierze zawodowej takich klientów, którzy czuli się okradzeni z tych około 3 cm. Gorzej, jeżeli chcecie kabinę zainstalować na odpowiednio przygotowanej podłodze. Bo wtedy nie tylko chodzi o to, że ktoś Wam zabrał 3 centymetry. Jeżeli nieświadomie przygotowaliście lub zleciliście przygotowanie pomieszczenia pod kabinę o wymiarze nominalnym, może się okazać, że to co kupiliście nie jest w stanie odpowiednio wypełnić tego miejsce.

Przekonał się o tym mój kolega, któremu zabrakło 3 centymetrów między ścianką a drzwiami i nagle zrobiła mu kabina odrobinę-walk-in. O szczelności nie mogło być mowy i skończyło się na zakupie i instalacji profilu poszerzającego. Na szczęście kolor płytek sprawił, że szeroki profil z jednej strony nie rzuca się aż tak bardzo w oczy – tak twierdzi kolega. Niemniej, nie każdy zaakceptuje takie przeróbki w łazience.

Co zrobić, żeby ich uniknąć?

Dopytywać przy zakupie czy zamawianiu kabiny, jaki będzie faktyczny jej wymiar. Prosić wcześniej o zwymiarowane rysunki techniczne i na ich podstawie planować przygotowanie powierzchni. Jeżeli to tylko możliwe, tak przygotowywać przestrzeń pod kabinę, aby drobne różnice wymiaru można było zniwelować bez szkody dla projektu, szczelności kabiny i walorów estetycznych. To oznacza, że np. lepiej jest nie planować odpływu liniowego dokładnie na szerokość kabiny, tylko nieco węższy. Spadek podłoża też lepiej zaprojektować tak, aby zaczynał się w pewnej odległości od ścianki kabiny. Wtedy, nawet jeżeli przyjdzie tę ściankę przesunąć o 2-3 centymetry, nie będzie to takim problemem.

O różnicach w wymiarze kabiny powinien klienta ostrzegać sprzedający. Szczególnie, jeżeli jest świadom, że montaż będzie się odbywał bez brodzika. Ale wiem, że każdy z nas może mieć zły dzień albo być przed jakimś decydującym szkoleniem, na którym ma być omawiana właśnie kwestia wymiarów kabin 😉 Dlatego, planując taki zakup, zainteresujmy się jaki jest jej faktyczny wymiar – w naszym interesie.

Na zdjęciu – kabina prysznicowa wyposażona w odpływ Advantix Vario z firmy Viega – zdjęcie producenta.

Duże przyszło do Polski

Październik 10, 2016 3 uwag

Chyba nigdy tego nie ukrywałam – mam sentyment do Ceramiki Paradyż. Choć nie zawsze podobają mi się decyzje biznesowe tej firmy, to mam do niej szczególny stosunek. Składa się na to kilka przyczyn, wspomnę tylko o dwóch – pracuje tam kilka osób,  które lubię i cenię oraz podobało mi się kilka akcji,  które Paradyż objął patronatem. 

Dlatego cieszę się, że w Bolonii okazało się,  że to właśnie ten producent,  jako pierwszy z polskich,  wprowadza do oferty gresy wielkoformatowe,  o obniżonej grubości. 

Przygotowano 7 różnych płyt,  imitujących kamienie naturalne, cement i drewno – w różnych kolorach. Imitacje desek mają formaty 30×240 i 20×240 oraz 30×180 i 20×180. Pozostałe płyty są w formatach 120×240, 120×120 i 60×120.

Zabawa w skojarzenia

Październik 1, 2016 1 komentarz

Fragment ekspozycji grupy Kale wyglądał na Cersaie tak:

Co bardziej złośliwi  (pozdrawiam, przy okazji 😉 ) odwiedzający z Polski znaleźli w tym odniesienie do naszego kraju, partii rządzącej i jej wodza  😉

Zatem, jeżeli wkrótce grupa Kale zniknie z polskiego rynku,  będziecie wiedzieć dlaczego 😉

Kategorie:różne

Największa niespodzianka tych targów

Wrzesień 30, 2016 Dodaj komentarz

Już na wstępie muszę ostrzec,  że to nie będzie notka o płytkach, choc będzie w pewien sposób nawiązywać do Cersaie. I będzie z niej niósł się pewien smrodek dydaktyczny  😉
Takie imprezy jak Cersaie czy Cevisama to spory wysiłek fizyczny. Cersaie – nawet bardziej, z racji mniej komfortowego ułożenia hal wystawienniczych, większego obszaru. Oczywiście,  emocje które towarzyszą tym imprezom, pomagają je przetrwać,  niemniej jednak nie jest łatwo.  I z czasem jest coraz trudniej.

Można bezkarnie prowadzić przez tydzień  rabunkową gospodarkę na organizmie, gdy się ma 30 lat, ale z każdym kolejnym rokiem jest trudniej.

Moje poprzednie Cersaie,  w 2014 roku było najcięższym fizycznie, w mojej karierze.  Odchorowałam je nawet. A po dniach spędzonych na targach nie miałam już siły na nic – zjedzenie kolacji było wyzwaniem. 

Od tej pory jedna rzecz się zmieniła – dopadł mnie… khem… kryzys wieku średniego. Nie kupiłam szybkiego, sportowego samochodu, nie zaczęłam nurkować z rekinami.  Ale zaczęłam  dbać o swoją kondycję. Różnica między tym, jak przeżyłam poprzednie Cersaie,  a – obecne, jest kolosalna.  W tym roku, w trzecim dniu zwiedzania ekspozycji, byłam w stanie nawet podbiec na spotkanie z nie widzianą od kilku tygodni przyjaciółką. Podbiec!  W trzecim dniu! Kto był w Bolonii w „te dni” – rozumie znaczenie tych słów 😉

Okazało się,  że można cofnąć czas i przetrwać taki wysiłek znowu bez bólu.

Dlatego przyjmijcie radę ciotki Moniki 😉 bez względu na to czy pracujecie w branży, czy nosicie płytki, czy nie – dbajcie o codzienny ruch. Pot wylany podczas treningów opłaci się – na przykład cofnięciem czasu, gdy przyjdzie podjąć taki wysiłek, jak obejrzenie Cersaie w trzy dni 😉

Zatem ruszajcie się,  jedzcie zdrowo i spotkajmy się  (przynajmniej z częścią Was) za rok w Bolonii 🙂

P.s. Tę notkę dedykuję  Dorotce – świeżo i bez mojego udziału nawróconej na ruch 🙂 i dziękuję nią trenerkom, które spotkałam, które potrafią przykręcić śrubę 🙂 

Kategorie:różne

Arszenik i stare koronki 

Wrzesień 28, 2016 1 komentarz

Zamieńcie „arszenik” na „metal”, „stare koronki” na „płótno”, a reszta będzie się zgadzać 😉

Niesamowite – za mną drugi dzień targów, a ja jeszcze nie nienawidzę płytek! Możliwe,  że to zasługa ubiegłego roku, kiedy mnie w Bolonii nie było. Zgłodniałam  😉

Dwudniowy przelot przez pawilony pozwolił mi wstępnie zorientować się,  że poza tym, co zwykle (czyli – kamień i drewno), zmasowany atak przepuścił metal – głównie miedź oraz tkaniny – głównie płótno lniane.
Metal tak naprawdę nigdy nie zszedł ze sceny. Płytki nawiązujące do niego pojawiały się,  zwykle pojedynczo,  w różnych fabrykach. Teraz intensywność tego pojawiania się jest większa i dzięki temu metalizowane płytki podstawowe lub dekoracje można znaleźć niemal u każdego producenta.

Na zdjęciu powyżej – dekoracja do kolekcji Acidic z Fondovalle.

Metal, szczególnie miedź, jest obecny również w elementach ekspozycji, w aranżacjach targowych. Poniżej – fragment ekspozycji z Keraben Group.

Oraz De Castelli.

Kolejny powrót tego co już było,  to tkaniny odbite w plytkach. Można je było odnaleźć w bardzo wielu fabrykach, m.in. w Argencie.

Geotiles poszło dalej – tkanina została zahaftowana:

Jutro – ciąg dalszy spaceru. 

Kategorie:różne

Niespodzianki Cersaie 2016

Wrzesień 28, 2016 1 komentarz

Jestem po pierwszym dniu na targach Cersaie 2016. 

To zbyt wcześnie,  by pisać o tendencjach czy sytuacji na rynku. Napiszę za to o tym, co było największymi niespodziankami.

Po pierwsze – zamieszanie,  jakie na rynku wywołała hiszpańska marka Baldocer. Kojarzona do tej pory głównie z tanimi kolekcjami,  pokazała w Bolonii zupełnie nowe oblicze. Duże formaty – największe sięgają rozmiaru 120×240 – nowoczesne wzornictwo, w cenach dużo niższych od poziomu do tej pory spotykanego na rynku.

Najbliższe miesiące pokażą,  jaki będzie miało to wpływ na innych producentów. Jedno jest pewne – nazwa Baldocer jest często powtarzana w targowych halach. Między innymi za sprawą kolekcji Town,  której jeden z kolorów można zobaczyć na poniższym zdjęciu.

Muszę przyznać,  że ja byłam zaskoczona tym, co zobaczyłam.

Drugą niespodzianką była płytka Cosmos z Venis.  Tu nawet nie probuje pokazać zdjęcia,  bo zdjęcie niczego nie odda. 

Istnieje pewien rodzaj srebrzystego granitu,  o pięknej,  mieniącej się powierzchni,  którego producenci płytek od lat próbują skopiować – nadaremnie. To właśnie między innymi z powodu tego kamienia pisałam tu trzy i pół roku temu, że nie da się podrobić matki natury. 

Kiedy dziś  (a właściwie – wczoraj,  bo północ juz dawno minęła) weszłam na ekspozycję Venisa, zobaczyłam ścianę obłożoną tym właśnie kamieniem.  Byłam przekonana, że to autentyczny naturalny kamień. Moje przekonanie brało się m.in.stąd,  że inna firma z grupy Porcelanosa – L’Antic Colonial wytwarza cienkie okładziny z łupka.  Byłam przekonana,  że to właśnie efekt braterskiej wymiany – kamień naturalny zabłąkał się do ekspozycji płytkowej. 
Wkrótce okazało się,  że to co wyglądało jak srebrzysty granit,  było efektem trzyletniej pracy fabrycznego laboratorium.  Tyle czasu zabrało im stworzenie płytki,  która wiernie odtwarza efekt tego dekoracyjnego kamienia naturalnego.  Aby go osiągnąć, na biskwit nakłada się kilka warstw wykończenia. Efekt jest olśniewający.  Tak inny od wszystkiego,  co można zobaczyć w świecie ceramiki,  że płytka została nazwana Cosmos. Kiedy tylko będę dysponować zdjęciami oddającymi ten efekt – na pewno je Wam pokażę. Bo ta fotka, zrobiona smartfonem,  nie pokazuje pełni wyjątkowości tego materiału:


A teraz, zmęczona ale szczęśliwa, idę łapać odrobinę snu przed kolejnym dniem na Cersaie 🙂 

Kategorie:różne