Mozaiki z Raw Decor

Sierpień 5, 2016 Dodaj komentarz

diamond-bialy-szkliwiony (1)Zaczęło się od pytania od jednej architekt. Czy znam mozaikę z Raw Decor? Nie znałam, zatem musiałam natychmiast poznać.

A jak tylko poznałam, uznałam, że warta jest tego, by ją pokazywać, promować, sprzedawać.

Nadal moje ukochane mozaiki to Ardea, bo kto inny może zaoferować taką różnorodność kształtów, kolorów i rodzajów szkliwa?

Ale mam świadomość, że nie każdy, kto szuka mozaiki, może być zainteresowany akurat tą marką. Nie każdy lubi decydować i wybierać   spośród tysięcy możliwych odmian. Nie każdemu może pasować rzemieślniczy charakter tego produktu – myślę, że Sheldon Cooper wolałby, aby każda kostka miała dokładnie ten sam rozmiar i kształt😉 I na pewno nie każdy chce lub może wydać na mozaikę tyle samo. Dla tych, którzy szukają mozaiki nieco prostszej, ale za to w niższej cenie – jest Raw Decor.

Napisałam „nieco prostszej”, ale może powinnam dodać, że „tylko nieco”. Bo, z miejsca ostrzegam – kwadratowych kostek tu nie ma. Są małe prostokąty o wymiarze 2,3×4,8 cm, które są na siatce ułożone w cegiełkę albo w jodełkę. Jodełka jest jedną z moich ulubionych. Aż żałuję, że występuje tylko w białym błyszczącym kolorze.

jodelka-biala-szkliwiona

W ogóle kolorystyka produktów nie jest przesadnie rozbuchana – docenią ją ci, którzy lubią minimalizm, styl skandynawski. Biel i czerń, szarości, beże. Z mojej ulubionej gamy są matowy błękitny i miętowy.

hexagon-duzy-mietowy-matowy

hexagon-duzy-blekitny-matowy

Dla tych, co nie lubią monokolorów, w jednym z kształtów – arabesce – są trzy wersje nawiązujące wyglądem do starej ceramiki, o malowniczych nazwach – Adriatyk, głębia oceanu i szary palony.

arabeska-srednia-adriatyk-szkliwiona

20160715_130012_20160716215054915.jpg

Poza prostokątami ułożonymi na 2 sposoby i arabeskami, wśród mozaik można znaleźć takie, których kostki mają kształt sześciokątów i rombu.

Sześciokąty są foremne – większe i mniejsze – i nieforemne. Te pierwsze są typowe i dość modne, dziś. Są płaskie i można ich używać na ściany i na podłogi nie narażone na intensywny ruch. Drugie, nieforemne, mają wypukłą fakturę imitującą strukturę kryształu i chodzić po nich nie należy.

diamond-bialy-szkliwiony

 

Romby są tylko w jednym rodzaju, ale za to na trzy sposoby mogą być ułożone, co sprawia, że możemy wybierać spomiędzy trzech, zupełnie różnych mozaik rombowych.

diamond-art-deco

diamond-herringbone

20160715_130305_20160716214954821.jpg

Wspomniane już przeze mnie arabeski mają cztery rozmiary. Trzy pierwsze – te mniejsze, są sprzedawane w postaci plastrów, na siatce, są zupełnie płaskie i nadają się również na podłogi. Czwarty rodzaj, największy, jest nazwany Arabeską Carską i można go użyć już tylko na ścianie. To trójwymiarowe płytki, o rozmiarze 13×15,6 cm, sprzedawane na sztuki, bo przy tej wielkości, łączenie w plastry nie jest już konieczne.

20160715_130505.jpg

arabeska-carska-szara-szkliwiona

A teraz zagadka, którą sama za chwilę rozwiążę – która mozaika z Raw Decor spodobała mi się najbardziej?

Nie, wcale nie miętowa czy błękitna. Nawet nie – Adriatyk. Gdybym miała wybierać, dla siebie, zdecydowałabym się na małe hexagony, o rozmiarze kostki zbliżonym do 2×2 cm, w kolorze ecru. Ta mozaika nie jest ani błyszcząca ani matowa – ma satynową powierzchnię, na której pięknie gra światło.

20160715_143746.jpg

Jeżeli spodobały Wam się te mozaiki, jesteście z Krakowa i chcielibyście je zobaczyć na żywo, zapraszam na Kamienną 43.

hexagon-duzy-czarny-szkliwiony

hexagon-duzy-blekitny-matowy (1)

Większość zdjęć pochodzi ze strony producenta.

Tym razem absolutnie nie o wyposażeniu wnętrz

Czerwiec 28, 2016 Dodaj komentarz

okladkaPrzyznaję,  że biłam się długo z myślami,  czy wspominać tutaj o tym „epizodzie niepłytkowym”. Wiem, że mogę właśnie ściągać gromy na swoją głowę, ale zrobiłam bilans zysków i strat.  I uznałam, że ja mam stosunkowo mało do stracenia,  a Mikołajek ma trochę do zyskania.

Prawie 4 lata temu pisałam o pewnym ważnym dla mnie przedsięwzięciu – o Macierzyństwie bez Lukru.

Miesiąc temu ukazała się kolejna,  4. już edycja tego projektu. Tym razem nosi tytuł „Macierzyństwo bez Photoshopa”. Tym razem jest to wydanie książkowe, które można kupić w księgarniach. Jest to wydanie o tyle inne, od poprzednich,  że poza naszymi tekstami, są w nim również nasze zdjęcia – dość odważne  i  nie skażone fotoszopem.

Więcej szczegółów na blogu akcji.

A teraz będzie mały szantaż emocjonalny😉

Niektórzy z Was wiedzą,  że chętnie pomagam innym (w miarę możliwości) i robie to bezinteresownie.

Dlatego, teraz,  po raz kolejny, proszę Was o pomoc dla Mikołajka. Możecie pomóc mu kupując książkę (całe honoraria,  wszystkich twórców, zostaną przekazane jego rodzicom), na przykład tutaj. Możecie dokonać wpłaty – szczegóły tutaj.

A jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o Mikołajku – zerkajcie na blog prowadzony przez rodziców chłopca.

 

20160628_191023

20160628_174842

Kategorie:różne

Genialne zabawki dla dużych architektów

Czerwiec 4, 2016 Dodaj komentarz

ladiva margherita-01-625Przyznaję – jestem już trochę zblazowana. Po tylu latach w branży i po obejrzeniu tysięcy płytek, naprawdę nie jest łatwo wprawić mnie w stan ekscytacji, byle kawałkiem ceramiki. A mimo tego co jakiś czas zdarza się, że wpada mi w ręce produkt, który wyróżnia się na tle innych. Moja reakcja jest zależna od stopnia mojej ekscytacji, a ten z kolei – od tego, jak ciekawe/oryginalne są płytki, które ją wywołały. Reakcją może być zdjęcie na Facebooku. Może to być również zdjęcie, z moją głupią, wniebowziętą miną😉 Czasami reakcja przybiera postać notki tutaj, na blogu.

A jeżeli, tak jak w tej chwili, zarywam noc, aby napisać o tym, co poznałam kilka godzin temu, to znaczy, że coś musiało zrobić na mnie naprawdę duże wrażenie. Tak duże, że nie wiem, o czym napisać najpierw – o produkcie czy o człowieku, który za nim stoi.

Po raz pierwszy w życiu spotkałam się z marką La Diva. I już cieszę się, że będę mogła proponować architektom materiały z tym logo, bo to zabawki skrojone specjalnie na ich miarę.

To co oferuje ten producent, to nie jest kilka kolekcji, które łączy to, że powstają na jednej linii produkcyjnej i są pakowane w takie same kartony. To cała spójna koncepcja, służąca do tego, by projektować wnętrza piękne, użyteczne, a nawet – pachnące.

Choć formalnie istnieje obecnie 9 kolekcji ściennych, to tak naprawdę jest to jedna, wielka seria, z bardzo wieloma dekoracjami i wariacjami. Bo punktem wyjścia są płytki podstawowe, a te, w każdej z kolekcji, są takie same lub uzupełniające się. Mają one kilka modularnych wymiarów – 10×20, 20×20, 20×80, 40×80. Są one wzbogacone, w zależności od serii, dodatkowym rozmiarem – 15×30, dekoracjami i elementami specjalnymi. Każdy z tych „kawałków” można ze sobą dowolnie łączyć. Bo tak naprawdę, wszystkie płytki ścienne, to wielki zbiór pasujących do siebie klocków, które dla wygody zostały połączone w podgrupy i nazwane damskimi imionami. I tylko projektujący wnętrze decyduje, co z czym połączy.

Dowolne składanie elementów jest możliwe również dzięki temu, jak w tej fabryce podchodzi się do kwestii koloru.

Tutaj nie ma płytek, które miałyby nadrukowane wzorki. Każda płytka i każda dekoracja są monokolorowe. A kolory szkliwa są czyste, podstawowe i… są zaczerpnięte z kolorystyki klasycznych lakierów do paznokci Chanel.

W zasadniczej palecie jest ich 12 – w dwóch wersjach – błyszczącej i matowej. 6 z nich ma również wersję „craquele” – czyli z siateczką pęknięć. Poza nimi są jeszcze 3 szkliwa metalizowane – w kolorze żelaza, złota i brązu.

Każdą z płytek i dekoracji można zamówić w każdym z tych kolorów. Nawet nie będę próbowała policzyć ile daje to  wariacji, które można łączyć ze sobą.

W La Diva ciekawie rozwiązano kwestię problemów z różnicami w tonacji. Zwykle, zamawiając różne elementy, w jednym kolorze, można spodziewać się, że każdy z nich będzie miał nico inny odcień, bo jest produkowany w różnym czasie, a czasami – w różnych zakładach produkcyjnych albo na różnym ceramicznym podkładzie. W La Diva nie ma tego problemu, bo wszystkie ścienne płytki są zrobione z takiej samej, białej glinki. A na dodatek – nie ma w tej fabryce produkcji na magazyn, żadne poszkliwone elementy nie są przechowywane na półkach. W magazynie można znaleźć uformowane płytki z surowej, wypalonej glinki. Kiedy spływa zamówienie na kombinację kilku wzorów, w tym samym kolorze, odpowiednie modele trafiają do szkliwienia. Są pokrywane tym samym szkliwem i wypalane jeszcze raz, w tym samym czasie. To sprawia, że mają jedną tonację i doskonale do siebie pasują.

Nie będę opisywać dokładnie wszystkich kolekcji, bo zapewne zastałby mnie na tym świt,  najlepiej więc będzie, gdy obejrzycie je sami. Myślę, że zachęci Was do tego kilka zdjęć, które znajdziecie pod notką – pochodzą one ze strony La Diva. Zwróćcie uwagę na rozmaitość dekoracji – wszystkie z nich są trójwymiarowe. Ciekawe jest również to, że w zależności od zamysłu projektanta, płytki mogą tworzyć wnętrze nowoczesne lub klasyczne.

Chciałabym wspomnieć szczegółowo tylko o jednej serii ściennej i jednej podłogowej.

Pierwsza z nich to Marina. Dlaczego akurat ona? Bo to najbardziej kreatywna propozycja. Poza zwykłymi płytkami, można w niej znaleźć takie, które mają zamontowane, pod warstwą szkliwa, magnesy. Na pierwszy rzut oka są niewidoczne, ale można na nic coś zamocować. Co? Specjalne elementy, wykonane z gipsu, które… mogą pachnieć. Gipsowe dekoracje mogą mieć rozmaite kształty. Może to być aniołek – ten akurat był wąchany przeze mnie.

ladiva aniolek

Ale do wyboru są również inne – kwiaty, motywy marynistyczne, serca, zwierzątka. Każdy z nich można nasączyć jednym z 50 zapachów, które proponuje La Diva i przyczepić do magnetycznej płytki w wybranym przez siebie miejscu. A gdy kompozycja nam się znudzi, można zmienić ułożenie albo w ogóle – wybrać inny wzór i inny zapach.

ladiva marina-01-625

Przyznaję, spotkałam się już kiedyś z pachnącym katalogiem płytek. Ale pierwszy raz z przyjemnością wąchałam same płytki. No, dobra – nie płytki, ale to, co z płytkami stanowiło komplet.

A jeżeli komuś zbyt mało zapachu wydzielanego przez gipsowe dekoracje, ze specjalnego katalogu La Diva może wybrać dodatkowe elementy pachnące – poduszki, pudełka, dyfuzory – tak aby całe otoczenie było spójne olfaktorycznie😉

Podłogowa kolekcja Daniela nie wydziela żadnego specjalnego zapachu, ale ma za to inne zalety.

To płytki gresowe, imitujące drewno, na sposób typowy dla tego producenta. Nie ma mowy o zwykłym odwzorowaniu kolorystyki stworzonej przez Matkę Naturę. Tutaj też są tylko monokolory – w 15 kolorach szkliwa. Drewniany efekt uzyskano przez odciśnięcie faktury słojów w ceramice.

Nawiązujący do desek jest również format – 10×60 i kształt płytek. Poza standardowym prostokątem, jest jeszcze mocno wydłużony sześciokąt, we Włoszech nazywany „losanga” oraz wydłużone romby, które można układać w jodełkę.

ladiva daniela-03-625

Chyba już zdążyliście zorientować się, że płytki z La Diva bardzo mi się podobają. Ale jestem pod równie dużym wrażeniem człowieka, który to wszystko wymyślił.

Zdaje mi się, że już to kiedyś pisałam na blogu – w mojej pracy „czynnik ludzki” jest dla mnie bardzo ważny. A w przypadku tej fabryki ów „czynnik” jest równie ciekawy.

La Diva jest projektem nowym – liczy nieco ponad 3 lata. W całości została wymyślona przez Fabio Pesce – projektanta, artystę, biznesmena, z długoletnim doświadczeniem w branży. Po spotkaniu z nim nasuwa mi się jeszcze jedno określenie – to wizjoner. Na dodatek wizjoner otwarty, szczery, z którym chce się rozmawiać, który prosto i jasno mówi o swojej koncepcji. A jest to koncepcja bardzo spójna i przemyślana.

Spotkanie z tą fabryką i z jej twórcą było jednym z moich ciekawszych doświadczeń zawodowych.

A pierwsze próbki z La Diva można już zobaczyć w Krakowie, na Kamiennej 43. Po wakacjach zaplanujemy większą ekspozycję.

ladiva violante-02-625

ladiva veronica-06-625

ladiva veronica-03-625

ladiva veronica-02-625

ladiva sara-05-625

ladiva sara-03-625

ladiva sara-01-625

ladiva marina-02-625

ladiva margherita-06-625

ladiva margherita-04-625

ladiva margherita-01-625

ladiva daniela-05-625

la diva anna

 

 

Kategorie:nowości Tags:

Z wizytą u Hundertwassera

Niemal 20 lat temu, podczas pierwszej w moim życiu podróży do Włoch, autokar zatrzymał się na parkingu przy autostradzie A2, około 50 km od Wiednia, w pobliżu Bad Fischau. Tam zobaczyłam budynek, który, choć nie pracowałam jeszcze w branży, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Aby zrozumieć, jak wielkie było to wrażenie, trzeba przede wszystkim cofnąć się do końca XX wieku w Polsce. Komuna upadła 8 lat wcześniej, rzeczywistość wciąż była szara i dość siermiężna.

I nagle, kiedy autokar zatrzymał się, zobaczyłam to:

 

Hunderwasser1

Foto: Herbert Schwingenschlögl

Nigdy wcześniej nie widziałam restauracji, która byłaby tak kolorowa i zwariowana. Budynek, do którego weszliśmy, był pełen barw, krzywych linii i dziwnych rozwiązań.

Jedna z towarzyszących mi osób była bardziej niż ja zorientowana w tematach związanych z architekturą i wtedy pierwszy raz usłyszałam nazwisko Hundertwasser.

Niedawno miałam okazję wziąć udział w wycieczce do Wiednia. Ponieważ uczestniczyli w niej wyłącznie ludzie z branży, w planie, poza innymi punktami programu, znalazły się miejsca związane z tym właśnie architektem.

 W stolicy Austrii są trzy obiekty zrealizowane według projektu Friedensreicha Hundertwassera:

1. Hundertwasserhaus – kompleks mieszkalny, przy 

 

Hunderwasser7

Hunderwasser8

Hunderwasser9

Ciekawostką jest to, co usłyszałam od naszej przewodniczki – nieocenionej Pani Gieni. Niestety, nie udało mi się znaleźć źródła takich informacji, zatem informacje przekazane przez nią muszę traktować w kategorii anegdoty. Kiedy rozpoczęto realizację projektu domu Hundertwassera, było wielu chętnych do zamieszkania w nim. Z czasem okazało się, że nie jest to pozytywne doświadczenie, jak początkowo się wydawało. Mieszkańców męczą nie tylko tłumy turystów, plączące im się w bezpośrednim sąsiedztwie domu, ale również słynne krzywizny i brak kątów prostych. Podobno przeprowadzono badania, które wykazały, że osoby mieszkające w tym otoczeniu, częściej cierpią na depresję i inne zaburzenia emocjonalne. Nie jestem pewna tylko czy przyczyną rzeczywiście są elementy architektoniczne czy obecność turystów takich jak ja😉

2. KunstHaus Wien – czyli Dom Sztuki, przy Weißgerberlände 14. Mieści się w nim muzeum Hundertwassera, restauracja oraz sklep.

Hunderwasser6

Hunderwasser2

Hunderwasser3

Hunderwasser4

Na powyższym zdjęciu, postać tyłem, to właśnie Pani Gienia – nasza przewodniczka. Specjalnie wybrałam właśnie tę fotografię, bo jestem zdania, że barwność tej postaci – zarówno wewnętrzna, jak i manifestowana ubiorem, doskonale pasuje do tego miejsca i do tego architekta.

Hunderwasser5

3. Spalarnia śmieci w Spittelau, w dzielnicy Alsergrund. Niestety, ten obiekt widzieliśmy już o takiej porze dnia, że mogłam liczyć wyłącznie na nastrojowe zdjęcia:

Hunderwasser10

Zatem pozwolę sobie posiłkować się zdjęciem z niemieckiej Wikipedii

Hunderwasser_Fernheizwerk

Ta idea chyba mnie najbardziej fascynuje – jak można upiększyć coś, co z założenia jest mało estetyczne. Jak można wprowadzić element bajkowy do potwornie prozaicznej części naszego istnienia. O ileż piękniejsze byłoby nasze życie, gdyby było więcej takich realizacji.

 

Niestety, moja wizyta w Wiedniu trwała za krótko – zabrakło mi czasu na to, by usiąść na dłuższą chwilę i poczuć klimat tych miejsc – mam powód, by wrócić, już w bardziej kameralnym towarzystwie.

Jeżeli będziecie w stolicy Austrii, wybierzcie się na spotkanie z projektami Hundertwassera – zdecydowanie warto.

Kategorie:Ciekawostki, muzea, różne

Mech, który jest porostem, czyli chrobotek we wnętrzu

Seria: MOSSwall
Producent: Verde Profilo, Włochy

MOSSwallZ preparowanym mchem do wnętrz spotkałam się już wcześniej, kiedy zawodowo zajmowałam się wyłącznie płytkami. Ale ponieważ nie był on z ceramiki😉 moje zainteresowanie było raczej powierzchowne.

Dopiero teraz mam okazję przyjrzeć się bliżej takiemu materiałowi.

Verde Profilo nazwało swój produkt MOSSwall. I w sumie wszyscy mówią na to coś „mech”, choć to tak naprawdę porost. Ale nie będę dokonywać rewolucji na rynku, zatem i ja będę używać takiej, mszystej, nomenklatury.

To specjalnie preparowany chrobotek reniferowy, pochodzący ze Skandynawii. W procesie produkcyjnym traci on wilgoć, a w miejsce wody trafia do jego środka m.in. gliceryna. Taki zabieg sprawia, że jest on miękki, elastyczny i wygląda zupełnie naturalnie. Może on być w kolorze naturalnym lub w jednym z 21 innych, mniej naturalnych kolorów. Przez klientów najczęściej wybierane są dwa, intensywnie zielone. I trzeba przyznać, że w tej kolorystyce rzeczywiście wygląda to jak mech😉

Już przygotowany mech jest przez producenta przyklejany na panelach, o rozmiarze 40×60 centymetrów. W zależności od miejsca przeznaczenia, panel może być stalowy, pełny, stalowy – przeznaczony do dzielenia na mniejsze elementy, elastyczny – z tworzywa. Można zamówić również mech przymocowany do płyty MDF, wyciętej w dowolny kształt – tak powstają logotypy.

Gotowe panele łatwo się montuje w miejscu przeznaczenia – można je przykręcić (metalowe mają przygotowane specjalne otwory) albo przykleić.

Po zainstalowaniu, taka porostowa dekoracja staje się w pełni bezobsługową. Nie wymaga odkurzania, bo jest antystatyczna i nie osiada na niej kurz – tak zapewnia producent – sprawdzę to w ciągu najbliższych kilku tygodni. Nie wymaga podlewania, bo… jest martwa. Jedynym o czym powinien pamiętać właściciel, to zachowanie odpowiedniej wilgotności – powinna ona wynosić nie mniej niż 40%. A jeżeli w pomieszczeniu robi się za sucho, to też nie ma dramatu – nie wolno tylko dotykać dekoracji – w niższej wilgotności staje się ona krucha i wrażliwa na uszkodzenia. Gdy wilgotność wzrasta, chrobotek ponownie staje się miły, miękki w dotyku.

MOSSwall1

 

Verde Profilo stopniowo rozszerza ofertę MOSSwall. Poza zwykłymi panelami, niedawno, na targach w Mediolanie, pokazywano również mech łączony z surowym drewnem, trójwymiarowe struktury, elementy do ścianek wolnostojących a nawet – lampy w chrobotku.

MOSSwall2

MOSSwall5

MOSSwall3

MOSSwall4

MOSSwall7

MOSSwall8

 

 

Kategorie:różne Tags:

Słuszny kurs

Seria: Track
Producent: Ceramica Metropol, Hiszpania

track 1Gdybym miała wskazać jedną kolekcję, która na Cevisamie spodobała mi się najbardziej, zapewne byłby to Track z Metropolu.

W tej serii jest piękna podłoga – szczególnie w wersji błyszczącej. Ma ona format 60×60, 75×75 i 37×75, i 6 kolorów. Gdy płytki są matowe, na ich powierzchni pojawiają się metaliczne refleksy. Na błyszczących, lappatowanych – nie widać już tego, ale i tak jestem zdania, że wyglądają piękniej.

 

Ale najbardziej podoba mi się ściana. Ma rozmiar 30×90 i jest tylko 6 elementów – 2 kolory płytki podstawowej – biały i beżowy i 4 dekoracje, które mają taki sam wzór – coś w rodzaju ryflowanej deski – a różnią się tylko kolorem. W jasnych wersjach – to kolor płytki podstawowej, ale na niektórych fragmentach pojawiają się plamy metalu – tak, jakby pod farbą, która miejscami się wytarła, kryła się metalowa powłoka – aluminiowa – dla koloru białego i miedziana – w beżu. Ciemniejsze dekoracje mają właśnie kolor szaro-aluminiowy i miedziany.

track 5

track 4

Choć tak prosta, seria ta zachwyciła mnie w Walencji. Może właśnie dlatego, że jest tak nieprzegadana.

track 2

track 3

AM_TRACK_BEIGE_CONCEPT_COBRE_30X90_TRACK_BEIGE_75X75_SD

AM_TRACK_75X75_ACERO_LAPPATO_75X75_MOSAICO_SD

AM_TRACK_BLANCO_30X90_CONCEPT_TRACK_GRAFITO_MATE_75X75_SD

Kategorie:nowości Tags: ,

Płytka na Walentynki

Kilka dni temu odwiedził mnie Oskar Jursza z Ceramiką Brennero. Przy okazji przeglądania nowości, pojawiło się coś takiego.

image

Pomyślałam,  że to odpowiednia propozycja na Walentynki – kolekcja Porcellana, w formacie 20×50. A wśród dekoracji – motyw graffiti,  ze srebrnym lub złotym serduszkiem.

Kochajmy się!

P.s. Jeżeli nawet nie ma obok nas kogoś godnego zainteresowania i miłości,  pamiętajcie,  że zawsze należy kochać siebie i można – płytki ceramiczne😉

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 41 obserwujących.