Archiwum

Posts Tagged ‘płytki ceramiczne’

Ceremiczne imitacje drewna

Czerwiec 13, 2011 1 komentarz

Jeżeli ktoś jest zakochany w naturalnym, prawdziwym drewnie na podłodze, zapewne nie ma sensu przekonywanie go, że powinien w całości zastąpić je ceramiczną imitacją. Aczkolwiek są miejsca, w których użycie płytek, zamiast drewna, jest uzasadnione względami technicznymi.

Producenci płytek już od dawna próbowali kopiować drewno. Jednak ograniczenia wynikające ze sposobu produkcji sprawiały, że daleko kopii było do tego, co stworzyła natura. Przełom pojawił się wraz z wprowadzeniem całkiem nowej metody nanoszenia barwnika na powierzchnię płytki – poprzez nadruk cyfrowy. Dzięki temu imitację osiągnęły wizualne walory niemal takie jak prawdziwe drewno – poszczególne „deski” mogą się od siebie różnić wyglądem słojów, sękami, odcieniem koloru drewna, a „ceramiczne drewno” może mieć nawet strukturalne ślady po pile, którą było cięte.

To dobra wiadomość dla tych inwestorów, którym bardzo podoba się drewno, ale ze względu na parametry fizyczne, nie wszędzie mogli je użyć.

Jednym z takich miejsc były pomieszczenia z zaplanowanym ogrzewaniem podłogowym. Drewno, jako materiał o właściwościach izolujących, nie powinno znajdować się jako wykończenie takich podłóg. Ceramiczne imitacje desek pozwalają na uzyskanie zbliżonego efektu wizualnego, przy jednoczesnym zachowaniu walorów użytkowych – podłoga grzeje, tak jak powinna; ale grzeje tylko przy włączeniu ogrzewania – nawet najdoskonalsze graficzne podrobienie drewna, nie spowoduje, że ceramika, sama w sobie przestanie być materiałem zimnym i twardym.

Podobnie jest w rejonach o wysokim natężeniu ruchu – tam gdzie podłoga drewniana zużywałaby się zbyt szybko, można ją zastąpić płytkami udającymi deski. Miejsca przy kominku, strefa mokra w łazience – w takich przypadkach zalety okładziny ceramicznej, jej niska nasiąkliwość i odporność na wysoką temperaturę sprawiają, że może wygrywać ona ze zwykłym, naturalnym drewnem.

Wybierając imitacje desek koniecznie trzeba pamiętać o jednej, istotnej informacji. Ponieważ tego rodzaju płytki mają zwykle kształt bardzo wydłużonego prostokąta, może się zdarzyć, że nie będą one dokładnie płaskie, tylko wystąpi u nich wygięcie w centralnej części. Jeżeli płytka nie jest wklęsła, a wypukłość nie przekracza 0,5% wymiaru dłuższego boku, taka krzywizna nie jest uważana za wadę. Zatem, należy liczyć się z tym, że płytka, którą  kupimy, jeśli będzie miała 60 cm długości, to może być wypukła nawet na 3 mm. Na szczęście, aż takie wygięcie rzadko się zdarza, ale czymś często spotykanym jest odkształcenie rzędu 1-1,5 mm.

Aby zniwelować mogącą się pojawić krzywiznę, należy uwzględnić to już na etapie planowania ułożenia płytek. Absolutnie nie powinno się tego rodzaju płytek układać z 50% przesunięciem – czyli tak, aby koniec jednej płytki wypadał w połowie płytki sąsiedniej. Zalecane jest ułożenie w taki sposób, aby przesunięcie wynosiło do 30% – tak jak na załączonym schemacie.

Można tego rodzaju płytki układać również tak, jak każde inne prostokątne podłogowe, a wówczas fugi tworzą regularną sieć linii prostopadłych. Dla formatów węższych i krótszych dopuszczalne jest również ułożenie w jodełkę, jak zwykły parkiet. Można stosować wszelkie schematy ułożenia, za wyjątkiem tego, w którym istnieje ryzyko, że spotkają się obok siebie koniec jednej płytki, wraz z najbardziej „wybrzuszonym” środkiem innej płytki.

Na zdjęciu u góry – seria Natif, włoskiej firmy Saime Sanprospero.

Nieistniejąca płytka bezfugowa

Maj 12, 2011 15 uwag

Przyznaję, zaczyna mi tętno skakać, kiedy stojący przede mną fachowiec od przyklejania płytek, zaczyna coś mówić o bezfugowym układaniu płytek. To szkodliwy pogląd, że płytki rektyfikowane można montować bez zastosowania jakiejkolwiek dylatacji, wypełnionej zaprawą fugową.

Tę teorię po części zawdzięczamy producentom płytek. Kiedy wprowadzili oni płytki z obciętymi brzegami, pierwotnie, przez krótki czas, niektóre z fabryk, rekomendowały instalowanie takich płytek bez stosowania fugi, jedną tuż obok drugiej.

Fabryki bardzo szybko wycofały się z tego pomysłu, ale pogląd, że jest to możliwe, pokutuje do dziś.

Zwolennicy tej teorii zapominają, że płytki ceramiczne są tylko zewnętrzną powłoką – pod nią znajdują się inne materiały, które podlegają działaniu rozmaitych sił i napięć. Nawet w przypadku starych budynków.  Siły, przenoszone przez poszczególne warstwy, działają również na płytki. Te, pozbawione między sobą przerw dylatacyjnych, mogą w którymś momencie zacząć na siebie napierać i może się to skończyć popękaniem okładziny.

Fuga, którą wypełnia się regularne szczeliny między płytkami ma dwojakiego rodzaju zadanie.

Po pierwsze – ma  niewelować różnice w rozmiarze poszczególnych płytek. Czyli ma za zadanie ukrywać to, co dopuszcza norma. Obowiązuje zasada, że im większy rozmiar płytki, tym większa szerokość fugi. Jest to logiczne, biorąc pod uwagę, iż dopuszczalna tolerancja rozmiarowa, wynikająca z normy, jest również uzależniona od rozmiaru płytki. Zatem w przypadku płytek rektyfikowanych, które z założenia powinny być niemal identycznego rozmiaru, ta cecha fugi nie ma znaczenia.

Ale istnieje jeszcze „po drugie”…

Po drugie – szczelina na fugę jest wąską dylatacją, oddzielającą poszczególne płytki, wypełnioną materiałem, który z założenia ma większą elastyczność niż okładziny ceramiczne. To ona niweluje działanie napięć w ścianach i podłogach i pozwala uniknąć pękania płytek. I dlatego właśnie nie powinno się fug eliminować całkowicie, nawet dla płytek, które zostały perfekcyjnie rektyfikowane i mają identyczny wymiar.

Oczywiście, to że płytki bez fugi mogą popękać i że nie powinno się ich tak instalować, nie oznacza, że na pewno to się zdarzy i że takie ułożenie jest niemożliwe. Ktoś może powiedzieć, że on ma, ułożył i nic nie popękało. Rzeczywiście. Tak ułożone płytki mogą nie ulec uszkodzeniu. Albo nie ulec przez jakiś czas. Właściciel powierzchni, na której w taki sposób jest klejona okładzina, powinien jednak być świadom, że takie ryzyko istnieje. I, co gorsza, może się to zdarzyć nawet po pewnym czasie, nawet po okresie reklamacyjnym dla prac wykonawczych. A wówczas może się okazać, że właściciel takiej świeżo powstałej mozaiki na ścianie czy podłodze, może pozostać sam z problemem, bo nie będzie miał prawa domagać się zadośćuczynienia od fachowca.

Dlatego właśnie producenci szybko przestali rekomendować bezfugowe układanie płytek rektyfikowanych. Obecnie uważa się, że pomiędzy płytkami tego rodzaju należy zostawić co najmniej jeden milimetr odstępu. Choć niektórzy producenci zalecają nawet dwumilimetrową fugę.

Za takim montażem przemawia jeszcze jeden argument. Jeżeli płytki są przyklejone ściśle obok siebie, bez miejsca na wypełnienie zaprawą fugującą, praktycznie nie jest możliwe odspojenie jednej z nich i usunięcie jej, bez uszkadzania sąsiednich. Tymczasem zdarza się, że istnieje potrzeba usunięcia tylko jednego kawałka okładziny – bo został lekko uszkodzony lub bo pod nim znajduje się coś, co wymaga naprawy lub wymiany. Ułożenie płytek z zastosowaniem fugi pozwala w takiej sytuacji, na usunięcie tylko jednej z nich, bez niszczenia znajdujących się tuż obok.

Dlatego warto uwierzyć, że płytki bezfugowe nie istnieją.

Na zdjęciu: płytka rektyfikowana serii Jet-Set, włoskiego producenta Saime Sanprospero.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 29 other followers